10.06.1973 - Górnik Zabrze - ŁKS Łódź 1:3

Z WikiGórnik
Wersja Statystyk (dyskusja | edycje) z dnia 20:08, 21 maj 2015

(różn.) ← poprzednia wersja | przejdź do aktualnej wersji (różn.) | następna wersja → (różn.)
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
10 czerwca 1973
1. liga 1972/73, 24. kolejka
Górnik Zabrze 1:3 (1:1) ŁKS Łódź Zabrze, stadion Górnika
Sędzia: Stanisław Eksztajn (Warszawa)
Widzów: ok. 10 000
Herb.gif HerbLKSLodz.gif
Latocha 11 1:0
1:1
1:2
1:3

Gomola 35 s
Korzeniowski 52 k
Drozdowski 69
Jan Gomola
Henryk Latocha
Jerzy Gorgoń
Joachim Szlosarek
Jan Wraży
Zygfryd Szołtysik
Edward Wojtala
Hubert Skowronek
Jan Banaś
Herbert Kaszel (65 Lucjan Kwaśny)
Andrzej Szarmach
SKŁADY Jan Tomaszewski
Lubański
Jałocha
Bulzacki
Korzeniewski
Drozdowski
Białek
Ostalczyk
Mszyca
Kasalik
Polak
Trener: Jan Kowalski Trener: Kazimierz Górski

Relacja

Kronika Górnika Zabrze

Górnik zagrał słabiutko we wszystkich liniach. Szczególnie w tej najważniejszej, która dyktuje tempo - reżyseruje wydarzenia. Zdobył wprawdzie prowadzenie i miał wszelkie dane ku temu, by podwyższyć wynik, ale nie wykorzystał szansy (Szarmach sam na sam z Tomaszewskim w 19 minucie) i został słusznie pokonany. ŁKS wykazał wielką odporność nerwową, nie załamał się po stracie bramki i pierwszych niepowodzeniach w akcjach zaczepnych. Konsekwentnie dążył do celu, jaki przed meczem wyznaczył Kazimierz Górski. Wyrównanie łodzianie zdobyli dość przypadkowo, Szołtysik był przygotowany na interwencje gwarantującą mu w 100 procentach zapobieżenie niebezpieczeństwu, ubiegł go jednak Gomola i wepchnął piłkę do siatki. Podwyższenie dla ŁKS-u po rzucie karnym zdobył Korzeniewski. Efektem rozważnej gry gości była trzecia bramka, zdobyta przez pracowitego pomocnika - Drozdowskiego. Zwycięzcy, poza wspomnianą już konsekwencją, mogli zaimponować wielką ambicją, walką o każda piłkę, dobrą asekuracją we wszystkich liniach.

Sport

Gdy zabrakło Lubańskiego...

Zabrze: „My Włodkowi współczujemy, ale punkty zabierzemy” – skandowali przed meczem zwolennicy łodzian, którzy w dość licznej grupie zjawili się na widowni w Zabrzu. Skąd ta pewność? Z wiary w formę i dyspozycję ŁKS, w strategię opiekuna drużyny Kazimierza Górskiego czy też w... zadyszkę obrońcy tytułu? Wszystkie warianty odpowiedzi na to pytanie okazały się prawdziwe. Górnik zagrał słabiutko we wszystkich liniach, szczególnie w tej najważniejszej, która dyktuje tempo, reżyseruje wydarzenia. Zdobył wprawdzie prowadzenie i miał wszelkie dane ku temu by podwyższyć wynik, ale nie wykorzystał szansy (Szarmach sam na sam z Tomaszewskim w 19 min.) i został słusznie pokonany. ŁKS wykazał wielką odporność nerwową nie załamał się po stracie bramki i pierwszych niepowodzeniach w akcjach zaczepnych. Konsekwentnie dążył do celu, jaki przed meczem wyznaczył trener o którym wciąż dużo się mówi - K.Górski. Wyrównanie łodzianie zdobyli dość przypadkowo, bo po akcji, która nie wróżyła im powodzenia.

Szołtysik był przygotowany na interwencję gwarantującą w stu procentach zapobieżenie niebezpieczeństwu, ubiegł go jednak Gomola i wepchnął piłkę do siatki. Taki „gest” poderwał gości. Przyśpieszyli tempo, zaczęli atakować coraz odważniej i zbierali plony. Pierwszy (przy pomocy arbitra) po rzucie karnym pewnie egzekwowanym przez Korzeniewskiego a następnie po efektownych i szybkich kontrach. Właśnie górnicy znajdowali się w ofensywie, częściej przebywali pod bramką łodzian, ale ci spokojnie rozładowywali napięcie i bynajmniej nie mieli zamiaru zadowalać się podziałem punktów.

Efektem rozważnej gry była trzecia bramka, zdobyta przez bardzo pracowitego w tym meczu pomocnika Drozdowskiego. Zadecydowała ona ostatecznie o wszystkim. Zabrzanie stracili wiarę w możliwość odrobienia strat, goście kontrolowali grę, bronili stanu posiadania z wielką konsekwencją i rozwagą. Nie było w tym okresie w ich poczynaniach żadnego rozgardiaszu, wybijania piłek na auty czy rogi. Obrońcy z Bulzackim na czele starali się kontrolować przebieg wszystkich sytuacji i nawet w pozornie wydawało się gorących, nie tracili głowy. Słowem ŁKS mógł zaimponować niemal bezbłędnym wykonywaniem ustalonych założeń, których autorem byli K. Górski i jego asystent P. Kowalski.

Górnik wystąpił bez Lubańskiego (za to ŁKS z Lubańskim ani kuzynem, ani nawet krewnym p. Włodzimierza) i ten fakt miał na pewno decydujące znaczenie zarówno na przebiegu gry jak i końcowym wyniku. W przedniej linii tylko Banaś stanowił zagrożenie dla Tomaszewskiego. Debiutant Kaszel poza ambicją i walecznością niczym nie zaimponował, natomiast Szarmach nadal daleki jest do formy z jesieni ub. roku. Jeszcze gorzej działo się w drugiej linii obrońcy tytułu. Szołtysik po dłuższej pauzie stracił wiele ze swoich walorów a Wojtala tylko dobrej marki dwoma strzałami z dystansu przypomniał się widowni i chyba również trenerowi. Warto poddawać go częstym próbom. W obronie pewnie grali Gorgoń, który nie przegrał ani jednego pojedynku główkowego.

Zwycięzcy, poza wspomnianą już konsekwencją, mogli zaimponować wielką ambicją, walką o każdą piłkę, dobrą asekuracją we wszystkich liniach. Tomaszewski w pierwszej połowie daleki daleki od formy z Anglią, w drugiej ustabilizowany i pewny. Podobał się pomocnik Drozdowski, którego kandydaturę warto polecić trenerowi... Górskiemu, opiekunowi ŁKS i reprezentacji.

St. Penar, Sport nr 100 (3953), 11 czerwca 1973

Osobiste
Przestrzenie nazw

Warianty
Działania
Nawigacja
Dla edytorów
Narzędzia
Lubię to