03.04.1977 - Legia Warszawa - Górnik Zabrze 0:1

Z WikiGórnik
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
3 kwietnia 1977
1 liga 1976/77, 22. kolejka
Legia Warszawa 0:1 (0:0) Górnik Zabrze Warszawa, Stadion Wojska Polskiego
Sędzia: Strociak (Opole)
Widzów: 25 000
HerbLegiaWarszawa.gif Herb.gif
0:1 Radecki 68 w
Mowlik
Filipiak (76 Kwapisz)
Smuda
Szczeszak
Ćmikiewicz
Lasoń
Tumiński
Białas
Nowak
Deyna
Dąbrowski
SKŁADY Waldemar Cimander
Zenon Zawada
Henryk Wieczorek
Bernard Jarzina
Zygmunt Bindek
Adam Popowicz
Zygfryd Szołtysik
Józef Kurzeja
Jerzy Radecki
Stanisław Gzil
Janusz Marcinkowski (66 Marian Wasilewski)
Trener: Hubert Kostka

Relacja

Sport

GÓRNIK NADAL NIE POKONANY

WARSZAWA. “Z wielkiej chmury mały deszcz”. To przysłowie najlapidarniej określa zawód jaki spotkał komplet widzów zebranych na stadionie przy ul. Łazienkowskiej. Nie idzie tu już o przegraną gospodarzy, ale o poziom widowiska, a ten był zaskakująco słaby. Legia, która dotychczas w rundzie wiosennej wygrała wszystkie potyczki przed własną publicznością rozczarowała, również Górnik - choć zachował miano niepokonanej jedenastki w serii rewanżów - nie zachwycił. Wprawdzie wywiózł ze stolicy oba punkty, ale na dobrą sprawę remis dokładniej odzwierciedlałby przebieg wydarzeń na płycie.

O bardzo przeciętnej jakości meczu zadecydowała w głównej mierze mierna forma zaprezentowana przez najlepszych graczy obu zespołów - Deyna i Szołtysika - liderów klasyfikacji o “Złote buty”. Szołtysika indywidualnie krył Lasoń i z tego zadania wywiązała się nieźle. Inna sprawa, że “Mały” poza fragmentami drugiej odsłony nie wykazywał zwykłej aktywności i w okresie całego spotkania chyba nie więcej niż dwadzieścia razy zetknął się z piłką. Deyna owszem starał się jak mógł, ale czynił wyjątkowo dużo błędów, a w niektórych wypadkach jego intencje nie zawsze właściwie odczytywali koledzy.

Właściwe noty powinny mówić wszystko o postawie poszczególnych zawodników, lecz oprócz wspomnianej dwójki - kilku innym należy się po parę słów. Bezsprzecznie pierwszoplanową postacią meczu okazał się bramkarz Górnika - Cimander. W pierwszej części pewnie wyłapał dwukrotnie strzały Deyny, Tumińskiego i Nowaka, w drugiej nienagannie interweniował po uderzeniach Białasa i Dąbrowskiego, parokrotnie skutecznie piąstkował piłkę na przedpolu, przejmując także dośrodkowania. Słowem rzec można jemu głównie zawdzięczają goście sukces. Mogli podobać się również obrońcy Górnika z Wieczorkiem i Jarziną na czele. Kurzeja oraz Marcinkowski z nieznanych nam przyczyn zmieniony na Wasilewskiego.

Na tle chaotycznie nacierających legionistów, zabrzanie zademonstrowali futbol… rozsądny. W sposób zdecydowany likwidując ofensywne zapędy gospodarzy, inicjowali kontr wypady tylko w dogodnych okolicznościach, starali się jak najdłużej pozostawać w posiadaniu piłki. Nic tedy dziwnego, że nader rzadko dochodzili do pozycji strzeleckich. Na dobrą sprawę w czasie 90 minut widzieliśmy zaledwie cztery celne uderzenia na bramkę Mowlika. I jak się to niekiedy zdarza - jedno z nich przyniosło teamowi Huberta Kostki wygraną. W 67 minucie arbiter podyktował wolny przeciwko warszawiakom. Z odległości ponad 25 metrów Radecki strzelił bardzo precyzyjnie, ponad murem, trafiając w samo okienko. Wprawdzie uderzenie było niesłychanie dokładne, lecz przecież bramkarz o takiej renomie jak Mowlik powinien piłkę schwytać.

Jeszcze w końcówce parokroć zakotłowało się pod bramką gości, ale im bliżej było do ostatniego gwizdka, tym więcej w poczynaniach legionistów dostrzegaliśmy nerwowości, co oczywiście nie mogło przynieść pożądanego skutku. A swoją drogą, szkoda, że tradycji wielkich meczów w wydaniu obu zespołów, nie stało się zadość.

Grzegorz Stański, Sport nr 65, 4 kwietnia 1977

Osobiste
Przestrzenie nazw

Warianty
Działania
Nawigacja
Dla edytorów
Narzędzia
Lubię to