03.11.1991 - Górnik Zabrze - Ruch Chorzów 4:2

Z WikiGórnik
Skocz do: nawigacja, szukaj
3 listopada 1991 (niedziela), godzina 13:30
1. liga 1991/92, 15. kolejka
Górnik Zabrze 4:2 (0:2) Ruch Chorzów Zabrze, stadion Górnika
Sędzia: Wojciech Rudy (Katowice)
Widzów: 7 998
Herb.gif HerbRuchChorzow.gif


Szlezak 64
Cyroń 65 g
R. Staniek 70
Cyroń 83
0:1
0:2
1:2
2:2
3:2
4:2
Szewczyk 19
Bednarz 38
Piotrowicz, Koseła Yellow card.gif Wleciałowski, Bednarz
(1-3-5-2)
Marek Bęben
Marek Piotrowicz
Tomasz Wałdoch
Grzegorz Dziuk
Ryszard Staniek
Mirosław Szlezak
Dariusz Koseła
Krzysztof Zagórski (46 Waldemar Kamiński)
Remigiusz Golda
Ryszard Cyroń
Henryk Bałuszyński (56 Andrzej Orzeszek)
SKŁADY (1-4-4-2)
Ryszard Kołodziejczyk
Dariusz Fornalak
Waldemar Fornalik
Waldemar Waleszczyk (68 Mirosław Mosór)
Marek Wleciałowski
Damian Łukasik
Mieczysław Szewczyk
Dariusz Gęsior
Jacek Bednarz (74 Adam Posiłek)
Mirosław Nikodem
Tomasz Jaworek
Trener: Jan Kowalski Trener: Edward Lorens

Dodatkowe informacje

  • Spotkanie ligowe z Ruchem nr 69 (derby nr 91).
  • Spotkanie ocenione na 4 gwiazdki według Sportu.

Relacje

Sport

Bilet meczowy.

W kolejnym sezonie na derby trzeba było czekać aż do 15. kolejki. Był to jednak wspaniały mecz, na który patrzyło się z prawdziwą przyjemnością. Obie drużyny nastawiły się na otwartą grę i raz po raz pod bramkami dochodziło do gorących spięć. Na bohatera tego widowiska urósł Ryszard Cyroń, który po kontuzji i rehabilitacji, w dodatku grając za plecach z „plastrem” i ze wzrokiem Gerda Volkera Schocka – trenera HSV, który przyjechał specjalnie z Hamburga, żeby obserwować polskiego napastnika – pokazał co potrafi. Zanim jednak nadszedł czas Cyronia, na murawie w Zabrzu prowadził Ruch. Dwie akcje rozegrane po profesorsku przez Damiana Łukasika zakończyły się celnymi strzałami – w pierwszym przypadku Mieczysława Szewczyka z 16 metrów, w drugim Jacka Bednarza z bliska do pustej bramki. Goście mieli jeszcze jedną okazję i chociaż w 38 minucie Łukasik tocząc biegowy pojedynek z Markiem Bębnem jako pierwszy dotknął piłki, strzelił niecelnie.

W tym czasie zabrzanie bądź pudłowali, bądź trafiali w Ryszarda Kołodziejczyka. Najdogodniejsze okazje zmarnowali w pierwszej połowie: Tomasz Wałdoch w 11 minucie z 5 metrów główkując wprost w bramkarza, Remigiusz Golda w 12 minucie główkując za słabo z 7 metrów, Cyroń w 18 minucie źle przyjmując piłkę po podaniu Krzysztofa Zagórskiego i w efekcie przegrywając pojedynek z rzucającym się pod nogi Kołodziejczykiem oraz Zagórski mający piłkę na 16 metrze i niepotrzebnie czekający aż nadbiegną obrońcy rywala, którzy zablokowali strzał.

W drugiej połowie Jan Kowalski dokonał zmiany w drugiej linii. W szatni pozostał Zagórski, a rolę rozrywającego przejął Ryszard Staniek mający po prawej stronie Waldemara Kamińskiego. To okazało się strzałem w dziesiątkę. To właśnie podanie Kamińskiego otwarło przed Stańkiem możliwość strzału z 16 metrów i zdobycie bramki kontaktowej. Po minucie było już 2:2. Tym razem Staniek zacentrował a Cyroń wygrał pojedynek główkowy z Waldemarem Waleszczykiem. W 69 minucie, znowu Cyroń zakręcił – tym razem Waldemarem Fornalikiem i strzelił z 14 metrów, ale Kołodziejczyk obronił. Minutę później jednak był bez szans, po strzale Stańka z narożnika szesnastki. Dobił gości Cyroń, w 83 minucie, tym razem nogą kończąc akcję Stańka. W tej części meczu Ruch miał jedynie dwie okazje, z których coś mogło wyniknąć. Kontra w 60 minucie zakończyła się podaniem Mirosława Nikodema do Szewczyka, który jednak nie zdecydował się na strzał z pierwszej piłki, a „kiwka” mu nie wyszła. Natomiast za drugim razem, w zamieszaniu po wejściu w pole karne Adama Posiłka, Dariusz Fornalak głową skierował piłkę w kierunku bramki zabrzan, ale Bęben stał na właściwym miejscu.

Po ostatnim gwizdku sędziego, kibice żałowali, że to już koniec. Były to bowiem derby z prawdziwego zdarzenia, pełne walki, emocji i bramek.

Sport

Zabrze. To był wspaniały mecz, na który patrzyło się z prawdziwą przyjemnością. Obie drużyny nastawiły się na otwartą grę i raz po raz pod bramkami dochodziło do gorących spięć, a na bohatera tego widowiska urósł Ryszard Cyroń. Po kontuzji i rehabilitacji w dodatku grając na plecach z „plastrem” i ze wzrokiem Gerda Yolkera Schocka, trenera HSV, który przyjechał specjalnie z Hamburga żeby obserwować polskiego napastnika - pokazał co potrafi. Zanim jednak nadszedł czas Cyronia na murawie w Zabrzu mieliśmy prowadzenie Ruchu. Dwie akcje rozegrane po profesorsku przez Łukasika zakończyły się celnymi strzałami - w pierwszym przypadku Szewczyka z 16 metrów, w drugim Bednarza z bliska do pustej bramki. Goście mieli jeszcze jedną okazję, ale w 38 min. Łukasik tocząc biegowy pojedynek z Bębnem jako pierwszy dotknął piłki, lecz strzał był niecelny. W tym czasie zabrzanie strzelali bądź niecelnie, bądź w Kołodziejczyka. A najdogodniejsze okazje zmarnowali w pierwszej połowie: Wałdoch w 8 min. z 5 metrów główkując wprost w bramkarza, Golda w 12 min. główkując z 7 metrów za słabo, Cyroń w 18 min. źle przyjmując piłkę po podaniu Zagórskiego i w efekcie przegrywając pojedynek z rzucającym się pod nogi Kołodziejczykiem, Zagórski mający piłkę na 16 metrze i niepotrzebnie, czekający aż nadbiegną... obrońcy rywala, którzy zablokowali strzał.

W drugiej połowie Jan Kowalski dokonał zmiany w drugiej linii. W szatni pozostał Zagórski, a jego rolę rozgrywającego przejął Ryszard Staniek mający po prawej stronie Kamińskiego. To okazało się strzałem w dziesiątkę. To właśnie podanie Kamińskiego otworzyło przed Szlęzakiem możliwość strzału z 16 metrów i zdobycie kontaktowej bramki. Po minucie było już 2-2. Tym razem Staniek zacentrował a i Cyroń wygrał pojedynek główkowy z Waleszczykiem. W 69 min. znowu Cyroń zakręcił - tym razem Fornalikiem i strzelił z 14 metrów, ale Kołodziejczyk obronił. Minutę później jednak był bez szans przy strzale Stańka z narożnika szesnastki. Piłka wpadła w długi róg w dodatku wykonując no drodze niesamowity „zakrętas”. A dobił gości Cyroń tym razem nogą kończąc akcję Stańka. W tej części meczu Ruch miał jedynie dwie okazje, z których coś mogło wyniknąć. Kontra w 60 min. zakończyła się podaniem Nikodema do Szewczyka, który jednak tym razem nie zdecydował się na strzał z pierwszej piłki, a „kiwka” mu nie wyszła. Natomiast za drugim razem w zamieszaniu po wejściu w pole karne Posiłka. Fornalak głową skierował piłkę w kierunku bramki zabrzan, ale Bęben stał na właściwym miejscu. To były prawdziwe derby z taką ilością emocji, bramek i dobrej piłki, że aż żal iż zdarzają się one tak rzadko.