04.11.1970 - Górnik Zabrze - Göztepe SK 3:0

Z WikiGórnik
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
4 listopada 1970
Puchar Zdobywców Pucharów 1970/71, rewanż 1/8 finału
Górnik Zabrze 3:0 (3:0) Göztepe SK Zabrze, stadion Górnika
Sędzia: Kitabdijian
Widzów: ok. 20 000
Herb.gif HerbGoztepeSK.gif
Lubański 28
Banaś 30
Lubański 33
1:0
2:0
3:0
Jan Gomola
Jan Wraży
Jerzy Gorgoń
Stanisław Oślizło
Henryk Latocha (2 Stefan Florenski)
Alojzy Deja
Erwin Wilczek
Zygfryd Szołtysik
Jan Banaś
Włodzimierz Lubański
Władysław Szaryński
SKŁADY Ali
Ayhan
B.Mehmet
Caciayan
Ozer
Nevzat
Nielsen
Ertan
Fevzi
Gursel
F.Mehmet
Trener: Ferenc Szusza

Relacja

Kronika Górnika Zabrze

Zastanawiano się długo, czy grać w Zabrzu, czy na Stadionie Śląskim. Ostatecznie zdecydowano się grać na boisku klubowym, którego murawę starano się przygotować jak najlepiej. 20 tysięcy biletów rozeszło się w mgnieniu oka.

W Zabrzu nastroje przed spotkaniem były optymistyczne. Nie lekceważono jednak przeciwnika, nie pozwalano sobie nawet na moment na taryfę ulgową. Rekonwalescenci powoli wracali do zdrowia i wszystko wskazywało na to, że w meczu zabraknie tylko Jerzego Wilima, którego kontuzja kolana okazała się bardzo poważna.

Na dwa dni przed spotkaniem do Katowic przyleciała ekipa piłkarzy Göztepe SK. Na lotnisku gości przywitali przedstawiciele Górnika Zabrza, na czele z prezesem Erykiem Wyrą. Goście zamieszkali w hotelu przy hali widowiskowo-sportowej. Odwiedzić mieli w czasie pobytu w Polsce Park Kultury i Wypoczynku oraz planetarium w Chorzowie. Zawodnicy, trener, jak i prezes klubu wierzyli do ostatniej chwili w swoje zwycięstwo.

Tymczasem Górnik odniósł stosunkowo łatwe zwycięstwo 3:0 (3:0). Była nawet szansa osiągnięcia wyższego zwycięstwa, ale w drugiej połowie spotkania górnicza jedenastka zastosowała wobec przeciwnika taryfę ulgową. Przestała forsować ostre tempo, mniej strzelała, a nawet okresami dopuszczała przeciwnika do głosu. Turcy nie potrafili jednak wykorzystać dwóch-trzech dogodnych szans i uzyskać nawet honorowej bramki.

Taka taktyka wynikała z faktu, że za 4 dni drużynę Lubańskiego i Oślizły czekał ważny pojedynek mistrzowski z Legią, mogący mieć duży wpływ na losy wyścigu o pierwsze miejsce w ekstraklasie. W poważnym stopniu na zmianę stylu gry górników rzutowały kontuzje Latochy i Wilczka, którzy wdali się niepotrzebnie w ostre starcie z przeciwnikami. O ile Wilczek doznał bolesnego zdarcia naskórka nad kolanem prawej nogi, nie wykluczającego go jednak z gry, to Latocha, niestety musiał dłużej pauzować. Zaraz na początku gry zapędził się on do przodu i gdy nagle tracąc panowanie nad piłką, próbował ją odzyskać tzw. "wślizgiem", zaatakował go Caclayan, raniąc mu metalowymi korkami podudzie. Po tej akcji Latocha z trudem wstał, ale nie potrafił o własnych siłach udać się do szatni. Lekarz klubowy stwierdził głęboką ranę podudzia.

Program meczowy.

W związku z tym wypadkiem trener Szusza, po zdobyciu przez Górnika w pierwszej części spotkania trzech bramek, przesądzających ostatecznie o awansie do ćwierćfinału - zalecił swoim podopiecznym oszczędzanie sił, nie angażowanie się w ostre starcia. Wskutek tego gra nie była już tak ciekawa, jak na początku. Były momenty, że górnicy zupełnie pofolgowali, jakby nie chcieli całkowicie pognębić przeciwnika. Można im było wybaczyć, że bardziej, że między 15. a 45. minutą pierwszej połowy zabrzanie uraczyli widzów pięknym koncertem gry, potwierdzającym ich wielkie możliwości i aspiracje. W tym czasie górniczy "kombajn" pracował tak precyzyjnie, że Turcy bronili się z najwyższym trudem. Mieli oni utrudnione zadanie w obronie, ponieważ górnicy najczęściej zagrywali z pierwszej piłki, a wszyscy ich napastnicy byli cały czas w ruchu, wychodzili na wolne pozycje, strzelali z każdej nadarzającej się okazji. Świetny był dobrze dryblujący Szaryński, grający bez cienia egoizmu, wielką chęć gry wykazał Banaś, którego wiele akcji było wysokiej klasy. Ale na ich tle Lubański był w środowym spotkaniu niezrównanym artystą futbolu. Jego rajdów, błyskawicznych dryblingów, kąśliwych strzałów, inteligentnych wyjść na wolne pozycje, cechujących rasowego piłkarza, publiczność zebrana na stadionie i przed telewizorami, prędko nie zapomniała. W Izmirze Lubański zaimponował Turkom, zdobył ich podziw i wielką sympatię. Na boisku w Zabrzu najlepszy snajper gospodarzy olśnił ich wprost swą grą. Dziennikarze tureccy nie mieli dla niego słów uznania. Uznawano go obok reprezentanta RFN Gerda Muellera, najlepszym środkowym napastnikiem na świecie.

Przed własną widownią zabrzanie zagrali o klasę lepiej niż w poprzednim spotkaniu. Przede wszystkim z większym rozmachem. Wprawdzie na początku meczu przez 10 minut można było zobaczyć kilka niecelnych podań, głównie zawodników drugiej linii, potem jednak gra zaczęła się coraz bardziej układać, aż w końcu osiągnęła wyżyny. Po przerwie z powodów podanych wcześniej, trochę "siadła". Choć gdyby zaszła taka potrzeba, Górnik byłby w stanie strzelić kolejne bramki.

Piłkarze Göztepe SK potrafili panować nad piłką, dobrze radzili sobie w środkowej strefie boiska, ale nie mieli w swych szeregach ani jednego strzelca z prawdziwego zdarzenia. W Turcji panowała bowiem wówczas moda na angażowanie zagranicznych piłkarzy. Mimo to trudno zrozumieć, jak Göztepe mogło zakupić tak miernej klasy zawodnika, jakim był Duńczyk Nielsen. Zaprezentował on bowiem futbol poniżej międzynarodowego poziomu. Podobnych piłkarzy było w drużynie zdobywcy Puchary Turcji więcej. Nie imponował nawet bramkarz Ali. Kilkukrotnie wypuścił piłkę z rąk na niebezpieczną odległość. Po jego właśnie błędach, przy większej determinacji, można było uzyskać dalsze bramki.

W zespole Górnika, obok Lubańskiego, na słowa uznania zasłużyli Gorgoń, Oślizło, Deja, Szaryński, Wilczek. Etatowy reprezentant barw narodowych, Szołtysik, który wystąpił po dłuższej przerwie, miał dobre momenty, ale też psuł łatwe piłki, a w końcówce trochę osłabł kondycyjnie, co było zresztą zrozumiałe, gdyż miał zaległości treningowe. Podobnie miała się sprawa z Banasiem. Miał on wiele chęci, ale niestety, często nie wyczuwał intencji kolegów. W sumie jednak górniczy team grał dużo lepiej, niż jeszcze przed kilkoma miesiącami.

Spośród wielu akcji, obok tych, z których padły bramki, najpiękniejsze miały miejsce w 27. i 89. minucie. Lubański przeprowadził rajd lewą stroną boiska, a następnie podał piłkę idealnie Wilczkowi, który znajdował się na wolnej pozycji. Wilczek oddał błyskawiczny strzał bez zatrzymywania piłki, lecz ta o milimetry poszybowała obok prawego słupka. Na minutę przed zakończeniem gry Lubański minął kilku przeciwników na stosunkowo małej przestrzeni i huknął z całej siły w górny róg. Bramkarz Ali zachował się w tym wypadku bardzo przytomnie. Tak Lubański, jak i Ali zebrali rzęsiste brawa. Kilkadziesiąt sekund po tej akcji wyjątkowo dobrze prowadzący zawody arbiter francuski odgwizdał koniec zawodów. Gwoli sprawiedliwości trzeba stwierdzić, że powinien on w 41. minucie przyznać Górnikowi rzut karny za faul na Banasiu w obrębie pola karnego.

Sport

Przed meczem

Miejsce w europejskiej elicie bojowym hasłem Legii i Górnika

I znów jak ubiegłej wiosny piłkarski "amok" bierze niepodzielnie w posiadanie olbrzymią część naszego społeczeństwa. Magia rozgrywek pucharowych działa niezawodnie. Na ulicy, w pracy, w kawiarni i w kinie, w zaciszu domowym dominuje jeden temat: Górnik i Legia?... Dalej nie trzeba precyzować, wiadomo o co chodzi. Gdyby to dotyczyło tylko i wyłącznie stałych, wiernych kibiców futbolu sprawa byłaby prosta, ale środowymi meczami pasjonują się ludzie mający na co dzień bardzo luźny kontakt ze sportem. Mówią o nim, myślą, dyskutują. Rozważają szanse, spekulują. Obliczają wszelkie za i przeciw. Żadna z imprez sportowych, co do tego nie mamy wątpliwości, wyjąwszy może Igrzyska Olimpijskie, nie wywołuje tak szerokiego rezonansu jak te tak pozornie wydawało się niewinne pojedynki pucharowe.

W najbliższą środę nasz eksportowy duet staje do decydującej walki, której stawką jest zakwalifikowanie się do ćwierćfinałów tej imprezy. Zeszłoroczne osiągnięcia górników i wojskowych zaostrzyły apetyty, zbudziły nadzieje... Czy zostaną one spełnione również w obecnej edycji PEMK i PEZP ?

Sprawa nie jest taka prosta na jaką wygląda. Liczymy na Górnika jak na Zawiszę. Znajduje się on w bardzo dogodnej sytuacji wyjściowej. Ma przewagę jednej bramki, zdobytej na wyjeździe. Goście aby marzyć o awansie muszą atakować. Co oznacza, wie każdy znający się na rzeczy. A więc zachowując wszelkie proporcje i zawsze wskazane w sporcie ostrożność, zabrzanie są naszym faworytem. Zwłaszcza, że zdobywca Pucharu Polski wystąpi w zestawieniu silniejszym niż w Izmirze. Ale prosimy nas dobrze zrozumieć, te stwierdzenia wcale nie oznaczają że wystarczy zjawić się na boisku by wygrać. Awans do III rundy trzeba będzie wywalczyć. Nie można zapominać, że Turcy potrafią grać dobrze w defensywie, a ich ostatnią instancją jest świetny bramkarz Ali. Dla samego pojedynku bohatera meczu Turcja- NRF w Kolonii (gdzie skapitulował tylko przed rzutem karnym Gerda Muellera) z zabrskimi kanonierami, warto przyjść na stadion. Legia znajduje się w znacznie trudniejszym położeniu. Przede wszystkim musi odrobić straty z pierwszego meczu. Pozornie wydawało by się niewiele, tylko jedna bramka, a jednak to sporo, biorąc pod uwagę klasę rywala. Standard – to klub na miarę Feyenoord. Takie porównanie nie jest przesada. Belgowie są świetnie wyszkolonym, nowocześnie grającym zespołem. Do tego trzeba dodać, że wytrenowali szczyt formy na właściwy moment. Ażeby wygrać z nimi mistrz Polski musi zagrać na najwyższych obrotach, wznieść się na szczyty swych możliwości. Tymczasem wydaje się, że wojskowi będą mieli trudności ze skompletowaniem najsilniejszego składu. Mimo że od meczu w Liege minęło już 12 dni, to kilku ich zawodników odczuwa boleśnie rezultaty bezwzględnej gry przeciwników. Szczególnie przykra kontuzja dotknęła Jana Pieszke, któremu duży, bolesny krwiak na klatce piersiowej (zachodziła nawet obawa uszkodzenia żeber), uniemożliwia uczestnictwo w treningach. W tej sytuacji z całą ostrożnością uwidacznia się brak wartościowych zawodników. Krótko mówiąc, ciężkie zadanie czeka mistrza Polski. Zdają sobie z tego sprawę wszyscy i zawodnicy i trenerzy i kierownictwo klubu, Ale z drugiej strony ta duża skala trudności mobilizuje piłkarzy. Zapewniają, że dadzą z siebie wszystko ażeby wynik był korzystny dla nich, dla nas, dla wszystkich którzy przyjdą na stadion lub zasiądą przed telewizorami. Rezultaty uzyskane przez Górnika i Legie w ubiegłej edycji pucharów stanowiły jedną z piękniejszych kart naszego futbolu. Wypada im życzyć aby nawiązały do tamtych osiągnieć i chlubnie kontynuowały swój marsz do elity europejskich drużyn.

Mieczysław Szymkowiak.

KREDYT ZAUFANIA dla mistrza i zdobywcy Pucharu Polski

Górnik wygra na pewno, Legia może wygrać tak "zadecydowali" uczestnicy naszej błyskawicznej sondy. Uważają oni zgodnie, że mistrz Polski wyjdzie z honorem z trudnego pojedynku z doskonałym Standardem. Wojskowi prezentowali się ostatnio bardzo dobrze i na własnym stadionie powinni przeważyć szalę na swoją korzyść. Życzymy naszym reprezentantom wszystkiego najlepszego, oddajemy głos uczestnikom naszej ankiety. Już nie raz okazali się dobrymi prorokami. Kto wie, może i teraz racja będzie po ich stronie.

Sport Nr: 156 (3397) z dnia 3 listopada 1970r.

Przepisał Damian Chodzicki

Relacja

Legia i GÓRNIK w ćwierćfinałach. Popisowe 3 kwadranse zabrzan pod batutą Lubańskiego

ZABRZE – Górnik w ćwierćfinale PEZP ! W rewanżowym spotkaniu z Goeztepe Izmir zabrzanie odnieśli stosunkowo łatwe zwycięstwo 3:0 (3:0), a w ostatecznym rozrachunku dwóch meczów 4:0. Mieli oni szanse osiągniecia przed własną widownią wyższego zwycięstwa, ale w drugiej połowie spotkania górnicza jedenastka zastosowała wobec przeciwnika ulgową taryfę. Przestała forsować ostre tempo, mniej strzelała, a nawet okresami dopuszczała przeciwnika do głosu. Turcy jednak nie potrafili wykorzystać dwóch – trzech dogodnych szans i uzyskać honorowej bramki. Taka taktyka wynikała z faktu, że w niedzielę Lubańskiego i Oślizły czeka ważny pojedynek mistrzowski z Legią, mogący mieć duży wpływ na losy wyścigu o pierwsze miejsce w ekstraklasie sezonu 1970/71. W poważnym stopniu na zmianę stylu gry górników rzutowały kontuzje Latochy i Wilczka, którzy wdali się niepotrzebnie w ostre starcia z przeciwnikami. O ile Wilczek doznał bolesnego zdarcia naskórka nad kolanem prawej nogi, nie wykluczającego go jednak z meczów w najbliższej przyszłości, to Latocha, niestety, będzie musiał dłużej pauzować. Zaraz na początku gry zapędził się on do przodu i gdy nagle tracąc panowanie nad piłką, próbował ją odzyskać tzw. „wślizgiem”, zaatakował go Caciayan, raniąc mu metalowymi korkami podudzie. Po tej akcji Latocha z trudem wstał, ale nie potrafił o własnych siłach udać się do szatni. Lekarz klubowy stwierdził głęboką ranę podudzia. W związku z tym wypadkiem trener Szusza, po zdobyciu przez Górnika w pierwszej części spotkania trzech bramek, przesądzających ostatecznie o awansie do ćwierćfinału – zalecił swoim podopiecznym oszczędzanie sił, nie angażowanie się w ostre starcia. Wskutek tego gra nie była już tak ciekawa, jak na początku. Były momenty, że górnicy zupełnie pofolgowali, jakby nie chcieli całkowicie pognębić przeciwnika. Można im to wybaczyć, tym bardziej, że między 15 a 45 minuta pierwszej połowy zabrzanie uraczyli widzów pięknym koncertem gry, potwierdzając ich wielkie możliwości i aspiracje. W tym czasie górniczy „kombajn” pracował tak precyzyjnie, że Turcy bronili się z najwyższym trudem. Mieli oni utrudnione zadanie w obronie, ponieważ górnicy najczęściej zagrywali z pierwszej piłki, a wszyscy ich napastnicy byli w ciągłym ruchu, wychodzili na wolne pozycje, strzelali z każdej nadarzającej się okazji. Świetny był dobrze dryblujący Szaryński, grający bez cienia egoizmu, wielką chęć do gry wykazywał Banaś, którego wiele akcji było wysokiej klasy. Ale na ich tle Lubański był w środowym spotkaniu niezrównanym artystą futbolu. Jego rajdów, błyskawicznych dryblingów, kąśliwych strzałów, inteligentnych wyjść na wolne pozycje, cechujących rasowego piłkarza, publiczność zebrana na stadionie i przy telewizorach, prędko nie zapomni. W Izmirze Lubański zaimponował Turkom, zdobył ich podziw i wielką sympatię. Na boisku w Zabrzu najlepszy snajper gospodarzy olśnił ich wprost swoją grą. Oglądałem Lubańskiego w akcji niezliczoną ilość razy ale w żadnym z poprzednich, wydaje się, nie grał tak mądrze, dynamicznie szybko i ambitnie. Dziennikarze tureccy nie mieli słów uznania dla tego piłkarza. Sprawozdawca dziennika „Milliyer”, red. Yaman, stwierdził bez ogródek: „Po obejrzeniu gry Lubańskiego w Izmirze i w Zabrzu nie zawaham się stwierdzić, że jest to obok reprezentanta NRF. Gerarda Mullera, najlepszy środkowy napastnik na świecie”. Komentator radia tureckiego red. Talay Tyrt o grze Lubańskiego powiedział: On sam jeden załatwił „odmownie Goeztepe, a to mówi wiele. Tej klasy piłkarza można wam pozazdrościć…” Istotnie- nic dodać, nic ująć. Życzyć by sobie tylko należało, aby Lubański zawsze był w takiej formie jak w środę i w tym stylu grał również w reprezentacji. Porównując wytęp górników w Izmirze i w Zabrzu należy stwierdzić, że przed własną widownią zabrzanie zagrali o klasę lepiej, przede wszystkim z większym rozmachem. Wprawdzie na początku meczu, przez 10 minut, byliśmy świadkami kilku niecelnych podań, głównie zawodników drugiej linii, potem jednak gra zaczęła się coraz bardziej zazębiać, aż w końcu osiągnęła wyżyny. Po przerwie, z powodów o których wspomnieliśmy na początku, trochę „siadła”. Jesteśmy jednak pewni, że gdyby zaszła potrzeba, zabrzanie potrafiliby strzelić drużynie Goeztepe dalsze bramki. Wczorajsi przeciwnicy Górnika to bez wątpienia sympatyczny zespół, ale chyba jeden ze słabszych spośród tych, które występowały na naszych boiskach. Mamy tutaj na myśli reprezentacje Turcji i drużynę Galatasaray, która przed laty zmierzyła się najpierw z bytomską Polonią, a potem była przeciwnikiem Legii. Piłkarze z Izmiru potrafią panować nad piłka, dobrze radzą sobie w środkowej strefie, ale nie mają w swych szeregach ani jednego strzelca z prawdziwego zdarzenia. W Turcji panuje ostatnio moda na angażowanie zagranicznych piłkarzy. Mimo wszystko trudno zrozumieć , jak Goeztepe mogło zakupić tak miernej klasy zawodnika, jakim jest Duńczyk Nielsen. Bo tak w Izmirze, jak i w Zabrzu, Nielsen zaprezentował futbol poniżej międzynarodowego minimum. Podobnych piłkarzy jest więcej w drużynie zdobywcy Pucharu Turcji. Nie potrafił imponować nawet bramkarz Ali, który był bohaterem niedawnego meczu Turcja – NRF w Kolonii, zakończonego wynikiem remisowym 1:1. W Zabrzu Ali kilkakrotnie wypuścił piłkę z rąk na niebezpieczną odległość. Gdyby górnicy atakowali bardziej zdecydowanie, po jego błędach mogli łatwo uzyskać dalsze bramki. W zespole Górnika obok Lubańskiego, na słowa uznania zasłużyli: Gorgoń, Oślizło, Deja, Szaryński, Wilczek. Etatowy reprezentant barw narodowych, Szołtysik, którzy wystąpił po dłuższej przerwie, miał dobre momenty, ale też psuł łatwe piłki, a w końcówce trochę osłabł kondycyjnie, co jest zresztą zrozumiałe, gdyż ma zaległości treningowe. Podobnie ma się sprawa z Banasiem. Miał on dużo chęci do gry, lecz, niestety, często nie wyczuwał intencji kolegów. W sumie jednak górniczy team gra obecnie znacznie lepiej niż przed miesiącem. Spośród wielu akcji, obok tych, z których padły bramki – najpiękniejsze miały miejsce w 27 i 89min. W pierwszym wypadku Lubański przeprowadził rajd lewą stroną boiska, a następnie podał piłkę idealnie Wilczkowi, który znajdował się na wolnej pozycji. Wilczek oddał błyskawiczny strzał bez zatrzymywania piłki, lecz ta o milimetry przeleciała obok słupka. Na minutę przed zakończeniem Lubański minął – niczym narciarz na stoku slalomowym bramki – kilku przeciwników na stosukowo małej przestrzeni i huknął z całej siły w górny róg. Bramkarz Ali zachował się w tym wypadku bardzo przytomnie. Tak Lubański jak i Ali zebrali rzęsiste brawa widowni. Kilkadziesiąt minut po tej akcji wyjątkowo dobrze prowadzący zawody arbiter francuski odgwizdał koniec zawodów. Gwoli sprawiedliwości należy jednak powiedzieć, że powinien on był w 41 minucie przyznać górnikom „jedenastkę” za faul na Banasiu w obrębie pola karnego. W każdym razie przypominamy sobie, że jego kolega po fachu, Machin, przyznał w Strasbourgu Romie za mniejsze przewinienie.

B. Gryszczyk

Zgodna opinia: „5” dla Lubańskiego

FERENC SZUSZA – trener Górnika: „Moi podopieczni byli pod każdym względem lepsi. Zależało mi na tym, aby nie było dalszych kontuzji, dlatego po przerwie nakazałem grę bardzo ostrożną. Górnik jest obecnie w niezłej formie, co będzie starał się udowodnić w prestiżowym spotkaniu z Legią. Nie sądzę, by Latocha mógł wystąpić w niedzielę”.

ERYK WYRA – prezes Górnika: „Najważniejsze, że uzyskaliśmy ćwierćfinał. Cała drużyna zasłużyła na uznanie za znakomite zrealizowanie planu taktycznego. Liczę na wielkie widowisko w niedzielnym meczu z Legią”.

FRANCISZEK GŁADYCH – wiceprezes Górnika do spraw piłki nożnej: „W pierwszej połowie Górnik grał wręcz koncertowo. Mam nadzieję, że w podobnym stylu będzie przez 90 minut walczyć w meczu z Legią”.

WŁODZIMIERZ LUBAŃSKI: „Jestem w niezłej formie, toteż wierzę, że uda nam się pokonać Legię i skrócić do niej dystans punktowy. Z Goeztepe nie mieliśmy większych trudności”.

ADNAN SUVARI –trener Goeztepe: „Górnicy przewyższali moich podopiecznych szybkością a także siłą fizyczną. Jeden Lubański wystarczył na pokonanie Goeztepe. Gdyby ten piłkarz grał w mojej drużynie, kto wie, czy wynik nie byłby odwrotny. To wielka indywidualność. Po utracie pierwszej bramki moi piłkarze przestali wierzyć w możliwość zwycięstwa, denerwowali się i w efekcie popełnili sporo błędów w kryciu”.

MICHAEL KITABDIAN – sędzia główny zawodów: „W pierwszej połowie Górnik udowodnił, że jest klasowym zespołem, należącym do czołówki europejskiej. Mam wrażenie, że jego graczom nie zależało na wyższym zwycięstwie. W drugiej połowie bowiem przestali atakować z taką pasją jak poprzednio. Lubański zaimponował mi szybkością, wyczuciem i umiejętnościami strzeleckimi. Grał w stylu Kopaszewskiego z jego najlepszych lat”.

GERARD CIEŚLIK piłkarz 50-lecia: „Duże uznanie dla naszych piłkarzy. Środa była „polskim dniem”. Najwięcej radości przysporzyła Legia, która w fantastycznym stylu wyeliminowała świetny zespół Standardu. Wydaje mi się, że możemy w obydwu pucharach poważnie „zamieszać”.

WILHELM BĄK – przewodniczący Wydziału Ligi PZPN: „Górnik odniósł łatwe zwycięstwo, czyli spełnił nasze przewidywania. Wierzyłem również w Legie, że odrobi stratę jednej bramki nie przypuszczałem jednak, że uczyni to w takim stylu”.

SPORT Nr: 157 (3398) z dnia 5 listopada 1970r.

Przepisał Damian Chodzicki

Osobiste
Przestrzenie nazw

Warianty
Działania
Nawigacja
Dla edytorów
Narzędzia
Lubię to