07.05.1977 - Arka Gdynia - Górnik Zabrze 2:2

Z WikiGórnik
Skocz do: nawigacja, szukaj
7 maja 1977 (sobota), godzina 16:00
1. liga 1976/77, 26. kolejka
Arka Gdynia 2:2 (1:0) Górnik Zabrze Gdynia
Sędzia: Józef Różyński (Warszawa)
Widzów: 22 000
HerbArkaGdynia.gif Herb.gif
Kliński 39 g


Szybalski 81 g
1:0
1:1
1:2
2:2

Gzil 52
Gzil 60
Żemojtel
Pietrzykowski
Kliński
Bieliński
Boguszewicz
Bochentyn
Krupa (65 Dybicz)
Kupcewicz
Szybalski
Tandecki
Kwiatkowski (81 Mikulski)
SKŁADY Waldemar Cimander
Zenon Zawada
Henryk Wieczorek
Bernard Jarzina
Zygmunt Bindek
Ireneusz Lazurowicz (46 Joachim Hutka)
Zygfryd Szołtysik
Józef Kurzeja
Jerzy Radecki (84 Janusz Marcinkowski)
Adam Popowicz
Stanisław Gzil

Relacja

Program meczowy.

Sport

GÓRNIK NADAL NIE POKONANY!

GDYNIA. Górnik przedłużył w Gdyni znakomitą passę i po 11 spotkaniu wiosny nadal. Dzierży miano drużyny nie pokonanej! Trzeba od razu przyznać, że remis w Gdyni był wiernym wykładnikiem wydarzeń na boisku i nie krzywdzi w zasadzie żadnej z drużyn, chociaż Arka miała na pewno dłuższe okresy przewagi w polu i stworzyła nieco więcej gorących spięć pod zabrzańską bramką. Górnicy imponowali jednak spokojem i konsekwencją w grze obronnej, pomysłowym rozgrywaniem piłki w środku pola i szybkimi, groźnymi kontratakami, inicjowanymi z reguły przez najlepszego na boisku Gzila, który nie tylko zdobył dwie bramki, ale ponadto raz strzelił w słupek i kilka razy wypracował kolegom dogodne pozycje strzeleckie.

Po pierwszych 5 minutach wzajemnego rozpoznawania sił, inicjatywę przejęli gospodarze. Dzięki znakomitej w tym okresie grze Kwiatkowskiego, dość łatwo ogrywali obronę górników i stworzyli wiele groźnych sytuacji pod bramką świetnie w tym dniu dysponowanego Cimandera. Najlepszych okazji w 20 i 34 minucie nie wykorzystał Tandecki, którego strzały z najbliższej odległości bronił szczęśliwie bramkarz gości. Ale i górnicy w tym czasie nie próżnowali. Najpierw Radecki po dokładnej centrze Gzila strzelił tuż obok bramki, a w kilka minut potem Gzil po indywidualnej akcji kopnął mocno w słupek. Ostatnie 10 minut przed przerwą to okres rosnącego naporu gospodarzy, którzy uzyskali wreszcie upragnione prowadzenie. Po dokładnie bitym przez Kwiatkowskiego rożnym pod bramką Cimandera wyrósł jak spod ziemi stoper Kliński i precyzyjną główką w sam róg bramki nie dał żadnych szans bramkarzowi.

Po przerwie górnicy zaatakowali z animuszem i ogromną wolą walki, spychając gdynian na własną połowę boiska. Przyszło im to o tyle łatwiej, że najbardziej absorbującemu ich obronę Kwiatkowskiemu odnowiła się kontuzja i gdyński atak wiele stracił z przebojowości, a Kwiatkowski aż do zmiany raczej statystował. Na efekty szybkich i pomysłowych zagrań górników nie trzeba było długo czekać. Już w 5 minucie po przerwie niewidoczny dotychczas Szołtysik idealnie podał wybiegającemu na pozycję Gzilowi, który z bliska strzelił nie do obrony. Było 1-1 i gdynianie wyraźnie zaczynali się gubić, a uskrzydleni sukcesem górnicy nadal ostro nacierali. Po 10 minutach Gzil bezlitośnie wykorzystał nonszalancję Klińskiego. Odebrał mu piłkę, poszedł jak burza na bramkę i z ostrego kąta ponownie zmusił do kapitulacji źle ustawionego Żemojtela. Dopiero teraz poderwana dopingiem wiernych kibiców Arka zerwała się do ataku, spychając gości do głębokiej obrony. Odtąd pod bramką górników mnożyły się gorące spięcia, a Cimander zwijał się jak w ukropie. Falowe ataki żółto-niebieskich załamały wreszcie wyczerpaną obronę zabrzańską i na 9 minut przed końcem Szybalski z bliska strzelił głową wyrównującą bramkę. Demonstrująca nienaganną kondycję Arka poszła za ciosem, zamykając górników w ich przedpolu, ale na zdobycie zwycięskiej bramki zabrakło już czasu.

Jerzy Gebert, Sport nr 89, 10 maja 1977