07.09.1996 - Górnik Zabrze - ŁKS Łódź 1:4

Z WikiGórnik
Skocz do: nawigacja, szukaj
7 września 1996 (sobota), godzina 17:00
1. liga 1996/97, 8. kolejka
Górnik Zabrze 1:4 (1:1) ŁKS Łódź Zabrze, stadion Górnika
Sędzia: Zygmunt Ziober (Przemyśl)
Widzów: 1 244
Herb.gif HerbLKSLodz.gif
Lekki 15 g 1:0
1:1
1:2
1:3
1:4

Dubicki 43
Dubicki 46
Okosun 47
Danielewicz 57
Hajto Yellow card.gif Purzycki
(1-3-5-2)
Dariusz Klytta
Andrzej Orzeszek
Marek Piotrowicz
Grzegorz Dziuk (50 Daniel Tumas)
Tomasz Hajto
Grzegorz Lekki
Dariusz Koseła
Mieczysław Agafon
Arkadiusz Kampka
Marek Szemoński (50 Cornelius Udebuluzor)
Marcin Kuźba (50 Rafał Kocyba)
SKŁADY (1-3-5-2)
Andrzej Krzyształowicz
Tomasz Kłos
Tomasz Kos
Rafał Pawlak
Rafał Niżnik (87 Piotr Czachowski)
Marcin Danielewicz
Grzegorz Krysiak
Krzysztof Przała (79 Piotr Leszczyk)
Tomasz Lenart
Daniel Dubicki
Sylvester Okosun (83 Daniel Purzycki)
Trener: Jan Żurek Trener: Marek Dziuba

Relacje

Sport

Nokaut

Kiedy grają dwie drużyny mające na gardle przysłowiowy nóż, zwykle możliwe jest każde rozwiązanie. Konia jednak z rzędem temu, kto trafnie przewidział wynik meczu w Zabrzu i rozmiary zwycięstwa gości, którzy po raz pierwszy zdobyli w tym sezonie komplet punktów. Pierwsze dwadzieścia minut to wręcz druzgocąca przewaga Górnika i chyba najlepszy fragment gry tej drużyny w całym sezonie. Zabrzanie oddali w tym czasie... dziesięc strzałów, strzelili jedną bramkę, raz trafili w poprzeczkę, nie wykorzystali dwóch sytuacji sam na sam z Krzyształowiczem. Goście raz przeszli połowę boiska...

Już w drugiej minucie po rzucie wolnym Agafona, strzał Kuźby minimalnie minął słupek. W następnych minutach Krzyształowicz kolejno bronił uderzenia Agafona, Kampki i Hajty. W 9 min ten ostatni strzelił minimalnie niecelnie z około 20 metrów. Sześć minut później padł gol dla zabrzan. Piłkę z rzutu rożnego centrował Kampka, a Lekki precyzyjną główką strzelił pierwszą w ekstraklasie bramkę. Dwie minuty później Koseła minął dwóch rywali, wpadł w pole karne i oddał silny strzał. Krzyształowicz przyglądał się tylko jak piłka o centymetry mija słupek. Jeszcze celnie główkował Kuźba i Górnik... przestał grać. ŁKS, który w tym czasie raz przeszedł środek boiska, radził sobie coraz śmielej, przeważał choć nie stwarzał dogodnych sytuacji strzeleckich. Drugą bramkę mógł natomiast strzelić coraz słabiej grający Górnik. W 42 minucie po prostopadłym zagraniu Koseły, sześć metrów przed Krzyształowiczem znaleźli się... dwaj zabrzanie, Szemoński i Kuźba. Strzelał ten pierwszy, tyle że prosto w bramkarza. Minutę później był już remis. W fatalny sposób piłki pozbył się Dziuk i ŁKS rozpoczął szybką kontrę. Debiutujący w łódzkiej drużynie czarnoskóry Okosun przebiegł z piłką około 30 metrów, zagrał do Dubickiego, za którym nie zdążyli wrócić obrońcy i napastnik ŁKS strzelił wyrównującą bramkę. Prawdziwa egzekucja Górnika odbyła się jednak w dwóch pierwszych minutach po przerwie. Kilkadziesiąt sekund po wznowieniu gry akcję lewą stroną rozpoczął Pawlak, zagrał crossowym podaniem piłkę na pole karne, gdzie ponownie najprzytomniej zachował się Daniel Dubicki. Obrona Górnika zachowała się w tej sytuacji tragicznie. Kto nie zdążył wrócić na trybuny, nie miał czego żałować. Górnik rozpoczął grę od środka, stracił piłkę i ŁKS przeprowadził... niemal kopię sytuacji sprzed minuty. Też lewą stroną, też podawał Pawlak i tylko egzekutor był inny. Tym razem trafił Okosun. To był nokaut i choć Górnik próbował odrabiać straty, z każdą minutą wydawało się to coraz mniej prawdopodobne. ŁKS grał na luzie, spokojnie, w bezpiecznej odległości od własnej bramki. Zabrzanie po raz ostatni groźnie zaatakowali w 53 minucie meczu. Z 18 metrów strzelał Agafon, piłka minęła już bramkarza i z linii bramkowej na róg wybił ją Kos. Centrował Kampka, strzelał Kuźba, tyle że w słupek. Trzy minuty później ŁKS zadał ostatni cios. Po szybkiej kontrze, na strzał z 20 metrów zdecydował się Danielewicz. Piłka wpadła w przysłowiowe okienko. Przez ostatnie pół godziny ŁKS robił na boisku co chciał i jak chciał, a piłkarze Górnika sprawiali wrażenie – czemu trudno się dziwić – czekających na ostatni gwizdek sędziego. Jeszcze przy stanie 3-1, w 50 minucie trener Żurek w geście rozpaczy dokonał trzech zmian. Efekt był taki, że atak, który przed przerwą coś jeszcze grał, przestał istnieć. Tak szczęśliwej drużyny jaką po meczu był ŁKS dawno w Zabrzu nie oglądano. To był prawdziwy nokaut.

Marek Dziuba: - W pierwszych dwudziestu minutach Górnik zagrał dobrze, my mieliśmy kłopoty z przejściem połowy boiska, co skończyło się strzeleniem przez gospodarzy bramki. Takiego ataku się spodziewałem. Potem zagraliśmy agresywniej, zgodnie z przedmeczowymi założeniami. Myślę, że z każdą minutą coraz bardziej dominowaliśmy na boisku. Nokaut zadany został zaraz po przerwie. Długo grałem w piłkę i wiem, że po czymś takim nie jest łatwo się podnieść. Wierzę, że zaczynamy marsz w górę tabeli.

Jan Żurek: - Nie tak sobie wyobrażałem ten mecz, szczególnie po naprawdę dobrym początku. Jestem załamany postawą obrony, formacji, gdzie grają tak doświadczeni ligowi zawodnicy. To był momentami skandal, co wyrabiało się w naszej defensywie. Wygrywa ten, kto strzela bramki, wykorzystuje sytuacje. Cóż z tego, że my mamy ich w każdym meczu po kilkanaście...

Dariusz Czernik, Sport nr 175 z dnia 09.09.1996r.