16.09.1970 - Aalborg BK - Górnik Zabrze 0:1

Z WikiGórnik
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
16 września 1970
Puchar Zdobywców Pucharów 1970/71, 1/16 finału
Aalborg BK 0:1 (0:1) Górnik Zabrze
Sędzia: Mullan
Widzów: ok. 5 000
HerbAalborgBK.gif Herb.gif
0:1 Lubański 28
SKŁADY Hubert Kostka
Rainer Kuchta (70 Jan Wraży)
Jerzy Gorgoń
Stanisław Oślizło
Henryk Latocha
Alfred Olek
Zygfryd Szołtysik
Hubert Skowronek
Jerzy Wilim
Włodzimierz Lubański
Władysław Szaryński
Trener: Ferenc Szusza

Relacja

Kronika Górnika Zabrze

Działacze zdobywcy Pucharu Danii z obawą wyczekiwali spotkania swych pupilów. Byli wśród nich i tacy, którzy wróżyli Aalborgowi katastrofę. Nie było bowiem wątpliwości, że Aalborg BK nie grał wówczas najlepiej, przechodził nawet duży kryzys, co uwidaczniało się w rozgrywkach ligowych. Powodem tego mogło być odejście do Eindhoven świetnego pomocnika i organizatora gry Henninga Munka. Pozostali sami młodzi gracze, bez myśli przewodniej zostali zepchnięci niemal na dno tabeli. Nie przyczyniło się to bynajmniej do braku zainteresowania pojedynkiem z Górnikiem. Górnik miał ustaloną markę w Europie, prasa pisała chociażby o Lubańskim jako o wielkiej gwieździe światowego futbolu, wychwalała Górnika. Wystarczyło to, aby na stadionie znalazł się komplet, co najmniej 20 tys. widzów. Liczono się z tym, że Aalborg przegra, jednocześnie wierzono, że Górnik pokaże dobry futbol.

W drodze do Aalborga Górnicy przegrali pojedynek na pokładzie lecącego z Warszawy do Kopenhagi Ił-18. Przegrali w rywalizacji na popularność z podróżującymi wraz z nimi Andrzejem Łapickim i Tadeuszem Łomnickiem oraz pozostałymi aktorami partnerującymi im w sztuce Gabrieli Zapolskiej "Skiz". Będąc jednak wielkimi sympatykami sportu, obaj panowie życzyli piłkarzom Górnika dobrej gry i powodzenia w Aalborgu. Po przyjeździe do Aalborga Duńczycy umożliwili im trening w ich świetnie wyposażonym ośrodku. Wszyscy ćwiczyli intensywnie z wyjątkiem Banasia, odczuwającego skutki starcia z jednym ze swoich kolegów na treningu w Zabrzu. Kontuzja ta na szczęście nie była na tyle groźna, by uniemożliwić mu występ.

Trener Szusza przed meczem dał dziennikarzom do zrozumienia, że po pierwszych 45 minutach zamierza przeprowadzić roszadę w ataku. Być może Banasia miał zastąpić Szaryński.

Piłkarze Górnika byli raczej spokojni o wynik. Nie lekceważyli jednak przeciwnika. Jak powiedział przed meczem kapitan zabrzańskiego klubu Stanisław Oślizło: - Każdy wynik jest możliwy. (...) Wiadomo, że w ważnych pojedynkach nawet słabsze zespoły potrafią wznieść się na wyżyny. Musimy być więc czujni.

Pierwszy pojedynek obu drużyn zakończył się zwycięstwem Górnika 1:0. W tej sytuacji Górnicy mieli już zapewniony awans do II rundy PEZP, bo trudno było przypuszczać, aby Duńczycy byli w stanie odrobić stratę na boisku w Zabrzu.

Pojedynek w Aalborgu rozgrywany był w strugach ulewnego deszczu. Burza deszczowa rozpoczęła się zresztą grubo przed zawodami. To na pewno wpłynęło ujemnie na poziom widowiska. W sumie jednak nie było ono najgorsze, w czym zasługa także Duńczyków. Grali oni wyjątkowo ambitnie, zmuszając zabrzan do dużego wysiłku. Były okresy, że gospodarze atakowali niebezpiecznie, przeprowadzali ładne kombinacje, strzelali z bliższych i dalszych odległości. Mieli nawet okazję do zdobycia bramki, szczególnie w pierwszym kwadransie gry po zmianie stron. Wówczas też można się było przekonać, że górnicy nadal nie byli w swojej najlepszej dyspozycji. Gdyby było inaczej, zdobyliby więcej niż jedną bramkę. W grze zabrzan brakowało, podobnie jak w spotkaniach mistrzowskich, płynnych akcji zakończonych celnymi strzałami. Nie widać też było dobrej współpracy pomiędzy Wilimem i pozostałymi napastnikami. W defensywie zawodziły niektóre ogniwa przez co przeciwnik miał na przedpolu Górnika dużą swobodę ruchu i okazję zdobycia bramek. Mecz z powodzeniem mógł się zakończyć wygraną Górnika różnicą trzech, czterech bramek, ale - co trzeba podkreślić - przy szczęściu Aalborga mógł również uzyskać wynik remisowy. Jego gracze byli bez wątpienia dobrze wyszkoleni technicznie, znający arkana gry kombinacyjnej, nie umieli jednak wykorzystywać dobrych sytuacji podbramkowych, a mieli ich co najmniej trzy.

Niewiele brakowało a kapitan Górnika sam trafiłby w "światło" bramki zaskakując Kostkę. Na szczęście piłka poszybowała po jego kiksie obok słupka. Wydaje się, że na śliskim terenie Górnicy nie czuli się najlepiej, w każdym razie akcje nie zazębiały się, nie miały rozmachu i dynamiki. Brak było precyzji, zdecydowania, atutów jakie cechowały górników w wielkich wiosennych pojedynkach, które zaprowadziły ich do finału PEZP.

W sumie jednak nikt nie mógł podważyć zasłużonego zwycięstwa Górników, bo jako kolektyw zaprezentowali wiele dobrych walorów. Przede wszystkim przewyższali przeciwnika opanowanie piłki, techniką, użytkową szybkością i kondycją. Gwiazdą nr 1 środowego pojedynku był Szołtysik. Od początku do końca dyrygował umiejętnie drugą linią. Najczęściej uruchamiał Lubańskiego, współpracował też z pozostałymi napastnikami oraz sam dużo strzelał. Szołtysik był dyrygentem w pełnym tego słowa znaczeniu. Często gdy przeciwnik niebezpiecznie atakował, działał także w strefie obronnej, a po przechwyceniu piłki, natychmiast włączał się z powodzeniem do akcji ofensywnych. Kilkakrotnie popisywał się rajdami niemal przez całe boisko, za co zbierał rzęsiste brawa. Już dawno nie widziano Szołtysika tak żywotnego, tak inteligentnie rozgrywającego. Bardzo dobre momenty miał również Lubański. Niestety trochę zawodził strzelecko. Powinien on był zdobyć co najmniej trzy bramki. Nie najlepiej wiodło się również Wilimowi, z tym, że na jego plus należy zapisać to, że walczył bardzo ambitnie, że kilka razy strzelił głową tak jak to potrafił. Reprezentacyjny bramkarz Danii, Poulsen parę razy dość szczęśliwie sparował jego strzały. W strefie defensywnej mimo błędów pierwsze skrzypce grał Oślizło, który spokojnie interweniował w trudnych momentach. Wprowadzał ład w szeregi obronne i kilka razy zastopował rozpędzonych napastników AAlborga. Wraży, którego zastąpił Kuchta też nie grali źle, ale defensywa miała sporo słabych mankamentów. Na szczęście przeciwnik nie miał jeszcze sporych umiejętności strzeleckich, toteż nie potrafił wykorzystać swojej wielkiej szansy.

Jedyna bramka padła w 28. minucie. Szołtysik zagrał do Wilima, ten zwodem ciała zmylił dwóch przeciwników i niemal idealnie podał Lubańskiemu znajdującemu się 6 metrów od bramki. Włodek nie zmarnował okazji posyłając piłkę do siatki.

W ostatnim kwadransie pierwszej połowy zabrzanie przeprowadzili kilka składnych akcji, z których mogli uzyskać dalsze bramki. W dobrych sytuacjach Lubański, Wilim, Skowronek a przede wszystkim Szaryński spóźniali się ze strzałami bądź minimalnie pudłowali.

Po zmianie stron gra w dalszym ciągu była wyrównana, ale to gospodarze częściej atakowali. Ostatnie minuty po obu stronach były obustronnymi popisami tak gospodarzy jak i gości z tym, że lekka przewaga należała do drużyny Aalborga. Akcje były płynne, napastnicy dużo strzelali, toteż kiedy w końcu arbiter odgwizdał koniec zawodów schodzących z murawy przemoczonych do przysłowiowej suchej nitki piłkarzy nieliczna grupa publiczności żegnała rzęsistymi oklaskami.

Po meczu trener Górnika Ferenc Szusza powiedział, że mimo iż mecz nie stał na najwyższym poziomie, mógł się podobać z uwagi na znaczną ilość akcji podbramkowych. Brak kunsztu, z kolei, Lubański tłumaczył fatalnymi warunkami.

Duńscy dziennikarze pisali natomiast, że górnicy wcale nie pragnęli wysokiej wygranej, ponieważ mieli w perspektywie rewanż i liczyły się względy kasowe. Sugerowano, że deklasacja Aalborga zmniejszyła do minimum zainteresowanie pojedynkiem w Zabrzu, a co za tym idzie nie ściągnęłaby na stadion odpowiedniej ilości publiczności. Z kolei trener Duńczyków po zakończeniu pojedynku przyszedł do szatni górników i na ręce trenera Szuszy złożył gratulacje za dobrą grę, podkreślając, że jedenastkę Zabrza ceni na równi z najlepszymi zespołami klubowymi Europy.

W polskiej prasie skromne zwycięstwo komentowano jako efekt wciąż nie najwyższej formy górników.

Osobiste
Przestrzenie nazw

Warianty
Działania
Nawigacja
Dla edytorów
Narzędzia
Lubię to