17.09.1960 - Górnik Zabrze - Ruch Chorzów 4:2

Z WikiGórnik
Skocz do: nawigacja, szukaj
17 września 1960 (sobota)
1. liga 1960, 16. kolejka
Górnik Zabrze 4:2 (0:0) Ruch Chorzów Zabrze, stadion Górnika
Sędzia: Julian Mytnik (Kraków)
Widzów: ponad 15 000
Herb.gif HerbRuchChorzow.gif
Olejnik 51
Pol 60
Wilczek 63
Pol 65
1:0
2:0
3:0
4:0
4:1
4:2




Schmidt 77
Lerch 84
Joachim Szołtysek 1
Antoni Franosz 2
Stanisław Oślizło 2
Henryk Hajduk 2
Ginter Gawlik 2,5
Marian Olejnik 3
Edward Jankowski 1
Jan Pieczka 1,5
Erwin Wilczek 2
Ernest Pol 2,5
Roman Lentner 3
SKŁADY Ryszard Wyrobek 1
Eugeniusz Pohl 2
Mieczysław Siekiera 2
Hubert Pala 2
Antoni Nieroba 2,5
Zygmunt Pieda 1,5
Kazimierz Polok 0,5
Bernard Bem 1
Eugeniusz Lerch 1,5
Jan Schmidt 2
Eugeniusz Faber 1
Trener: Augustyn Dziwisz Trener: Lajos Szolar

Dodatkowe informacje

  • Spotkanie ligowe z Ruchem nr 10 (derby nr 19).
  • Obok piłkarzy noty według Sportu.

Relacja

W czerwcu 1960 trener Steiner zmarł. Krótko prowadził zespół Edwald Cebula, ale zarząd zatrudnił innego Węgra, Lajosa Szolara. Z nim dograno sezon 1960 do końca. Nie było tak szybko grającej drużyny w Polsce jak Ruch. Jego interwałowe tempo było zabójczą bronią i skutecznym atutem w walce o tytuł . Szkoleniowiec zmienił się jednak również w zespole Górnika, Vilema Lugra zastąpił Augustyn Dziwisz.

Gra głową była specjalnością Stanisława Oślizły, co zaprezentował w meczu z Ruchem. (Fot. Jerzy Bydliński [w:] „Sport” nr 131 z dnia 23.09.1960, s. 1)

Przed spotkaniem derbowym, Ruch, ówczesny wicelider tabeli, rozpoczynał właśnie uroczystości jubileuszowe z okazji 40-lecia powstania klubu. Kierownictwu zależało bardzo, aby tę rocznicę uczcić kolejnym tytułem mistrzowskim. Chcąc jednak utrzymać bezpośredni kontakt lub dogonić prowadzącą Legią, niebiescy nie mogli sobie pozwolić na żadne potknięcie. Do meczu z Górnikiem przywiązywali więc wyjątkową wagę, nie zmarnowali ani jednego dnia przerwy w rozgrywkach spowodowanej olimpiadą w Rzymie. Ponadto dwukrotnie kontrolowali formę w spotkaniach towarzyskich, pokonując w Kędzierzynie tamtejszą Unię 3:2, a następnie AKS Chorzów 6:2. Mimo to w Chorzowie nie przypisywano sobie dwóch punktów jeszcze przed meczem. - Z Górnikiem mieliśmy zawsze ciężką przeprawę. – mówił kierownik pierwszej drużyny p. Schocn. Gospodarze byli w zdecydowanie gorszych nastrojach. W sparingu przed rzymską olimpiadą kontuzji doznał Stefan Florenski. Zniknął z kadry również wieloletni klubowy bramkarz, Józef Kaczmarczyk, oskarżony w niedorzecznym procesie o... sympatie proniemieckie. W nie najlepszej dyspozycji wrócili olimpijczycy: Roman Lentner i Ernest Pol. Pozostali piłkarze Górnika, którzy w czasie przerwy wzięli udział w tournée po Związku Radzieckim byli jednak na ogół w niezłej formie.

Przedmeczowe zapowiedzi zweryfikować miało jak zawsze boisko. Skończyło się rozczarowaniem i uczuciem zawodu kibiców. Derby okazały się bardzo słabym spotkaniem, co spowodowane było przede wszystkim nieudolnością piłkarzy w pierwszej połowie. Brakowało precyzji podań, celności strzałów. W Górniku normalny poziom zademonstrowali tylko pomocnicy, z tą różnicą, że tym razem pierwsze skrzypce grał Marian Olejnik. Jemu też w dużej mierze mogli zabrzanie zawdzięczać sobotni sukces. W pierwszej połowie dwukrotnie uratował bowiem swój zespół przed utratą bramki, po nieudolnych interwencjach Joachima Szołtyska.

W 6 minucie drugiej odsłony gry padła tzw. psychologiczna bramka meczu. Zdobył ją Marian Olejnik po rzucie wolnym Jana Pieczki. Stanął on w murze chorzowian, zablokował stopera Mieczysława Siekierę i zasłonił jednocześnie pole widzenia Ryszardowi Wyrobkowi. W momencie strzału Pieczki, Olejnik zmienił kierunek piłki torując jej drogę do siatki. W tej sytuacji niemal na stojąco grający Ruch do reszty się rozkleił, natomiast akcje zabrzan stały się dokładniejsze. Ta minimalna poprawa wystarczyła, by w ciągu 5 minut zmusić niepewnego Ryszarda Wyrobka jeszcze trzykrotnie do kapitulacji. Zapowiadało się na katastrofalny pogrom chorzowian. W końcówce jednak gospodarze spoczęli na laurach i dwie udane akcje Jana Schmidta i Eugeniusza Lercha pozwoliły piłkarzom Ruchu zmniejszyć rozmiary porażki. Mimo to pozostawili oni po sobie fatalne wrażenie. W takiej formie wydawało się, że niebiescy mogą tylko marzyć o zdobyciu tytułu mistrzowskiego.

A jednak, udało się. O prymacie Ruchu w lidze zdecydowała ostatnia runda. Niebiescy grali u siebie z Wisłą, natomiast Legia w Bytomiu z Polonią. Wprawdzie wojskowi wysoko wygrali, ale chorzowianie również wywalczyli oba punkty, kończąc 2:1 (0:1), po bramkach Jana Szmidta i Eugeniusza Fabera. Po meczu kibice wdarli się na boisko, by pogratulować swoim ulubieńcom. Zwycięzcom przygrywała orkiestra z Huty Batory. Największą niespodzianką 1960 roku było jednak dopiero trzecie miejsce Górnika. Ernest Pol tak skomentował natomiast sukces rywali: - Ruch grał równo przez cały sezon i dlatego zdobył zasłużenie mistrzostwo ligi. Mam jednak wrażenie, że najlepszym polskim zespołem jest nadal Górnik. Świadczyć o tym miały wyniki bezpośrednich spotkań w tym sezonie. Co ciekawe, jeszcze dwa tygodnie przed ligową metą zanosiło się na dodatkowy mecz Ruch – Górnik o pierwsze miejsce. Byłoby ono faktycznie nieuniknione, gdyby nie bytomska Polonia. Jej sensacyjne 3:0 (1:0) po dramatycznej walce, w której zabrzanie nie wykorzystali trzech rzutów karnych, pozbawiło ostatecznie zabrzan szans na obronę tytułu.