18.08.1963 - Pogoń Szczecin - Górnik Zabrze 0:0

Z WikiGórnik
Skocz do: nawigacja, szukaj
18 sierpnia 1963 (niedziela)
1. liga 1963/64, 2. kolejka
Pogoń Szczecin 0:0  Górnik Zabrze Szczecin
Sędzia: Wacław Majdan (Warszawa)
Widzów: ponad 10 000
HerbPogonSzczecin.gif Herb.gif
Wojciech Frączczak
Waldemar Kaszubski
Hubert Fiałkowski
Eugeniusz Ksol
Stanisław Krasucki
Teodor Jabłonowski
Bogdan Maślanka
Joachim Gacka
Jerzy Krasucki
Marian Kielec
Waldemar Ptaszyński
SKŁADY Hubert Kostka
Waldemar Słomiany
Stanisław Oślizło
Edward Olszówka
Stefan Florenski
Karol Kapciński (46 Włodzimierz Lubański)
Erwin Wilczek
Ernest Pol
Zygfryd Szołtysik
Jerzy Musiałek
Roman Lentner
Trener: Marian Suchogórski Trener: Ewald Cebula

Relacje

Sport

Górnicy jeszcze zmęczeni. Szczecin zadowolony z honorowego remisu

Szczecin. Oczekiwany w Szczecinie z dużym zainteresowaniem występ bohaterów zza Oceanu został popsuty przez… deszcz, który padał od rana i towarzyszył niemal całemu spotkaniu. Mimo to na stadion przybyło ponad 10.000 widzów. Przyjęli oni końcowy gwizdek sędziego Majdana z radością, bo remis z Górnikiem jest niewątpliwie sukcesem portowców i tak też został powszechnie oceniony.

Pogoń miała wyraźnego pecha. Deszcz popsuł rachuby skarbnikowi, a sobotni wypadek motocyklowy Trywiańskiego spowodował osłabienie nie najsilniejszej formacji defensywnej Pogoni. Trener Suchogórski nie miał wielkiego wyboru; zdecydował się na wyznaczenie na prawą obronę napastnika III-ligowego zespołu - Kaszubskiego i przypadkowo odkrył niezłego obrońcę.

Na sukces portowców złożyła się przede wszystkim bardzo ambitna i ofiarna gra niemal całego zespołu, a szczególnie pomocy i obrony oraz świetnie broniącego Frączaka. W ataku wciąż zawodzi Kielec, który stracił dawną szybkość, kondycję i umiejętności strzeleckie, ale wciąż jeszcze swą osobą absorbuje uwagę defensorów przeciwnika. Dobrze grał Maślanka. Jego rajdy i dośrodkowania wywoływały najwięcej zamieszania pod bramką Górnika.

Górnik górował wyszkoleniem technicznym, szybkością i ogólną sprawnością, ale trudy turnieju amerykańskiego są aż nadto nadal widoczne. Zabrzanie dysponują kondycją jedynie na połówkę meczu i jeśli siły te rozłożone są na 90 minut gry, to nic dziwnego, że ich akcje nie mają dawnej dynamiki i tak charakterystycznego dla nich przyspieszenia tempa. Goście usiłowali rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść, ale w pierwszej części strzały Musiałka, Pola, Lentnera, Wilczka a nawet obrońców - szybowały obok celu lub stawały się łupem Frączaka. Natomiast precyzyjne kombinacje na przedpolu Pogoni psuła śliska nawierzchnia, po której zawodnicy poruszali się jak po lodzie.

Mecz miał ciekawy przebieg i dostarczył wiele emocji. Początkowo więcej z gry mieli górnicy, którzy próbowali zaskoczyć Frączaka dalekimi strzałami. Były one jednak na ogół niecelne. Nie udawały się również próby sforsowania ambitnie grającej defensywy Pogoni sztuczkami technicznymi czy podaniami w uliczki, gdyż bardzo czujny bramkarz Pogoni grał doskonale w bramce i na przedpolu. W 40. minucie wydawało się, że Górnik zdobędzie pierwszą bramkę. Musiałek wypuszczony chytrze przez Szołtysika znalazł się oko w oko z Frączakiem, ale bramkarz Pogoni ryzykanckim wybiegiem i rzutem pod nogi Musiałka zażegnał i to niebezpieczeństwo.

Po przerwie w Górniku nastąpiła zmiana. Miejsce Kapcińskiego w pomocy zajął Pol, a do ataku wszedł wypoczęty Lubański. Górnicy zdobyli się na ostatni zryw i grając często na Lubańskiego przez 15 minut zaciekle atakowali przedpole Pogoni. Ukoronowaniem tych ataków był ostry strzał Musiałka w 60 minucie z 8 metrów, który Frączak kapitalnie obronił. Portowcy przeszli teraz do przeciwnatarcia i goście z Zabrza przeżywali ciężkie chwile. Po kornerze egzekwowanym przez Ptaszyńskiego, Krasucki II oddał bardzo silny strzał z woleja i kiedy wydawało się, że piłka nieuchronnie ugrzęźnie w siatce, na jej drodze znalazła się głowa Oślizły, który swoją interwencją omal nie został znokautowany, ale uratował drużynę od utraty bramki. Portowcy jeszcze kilkakrotnie wytworzyli bardzo groźne sytuacje, jednak obrońcy Górnika, którym w sukurs przychodzili pomocnicy, a nawet napastnicy, przetrwali ten napór, ograniczając się do sporadycznych kontrataków.

T. Kalinowski, Sport nr 99, 19 sierpnia 1963