18.10.1972 - Górnik Zabrze - Stal Mielec 1:1

Z WikiGórnik
Skocz do: nawigacja, szukaj
18 października 1972 (środa), godzina 17:00
1. liga 1972/73, 2. kolejka
Górnik Zabrze 1:1 (0:1) Stal Mielec Zabrze, stadion Górnika
Sędzia: Dobrosław Stec (Lublin)
Widzów: ok. 10 000
Herb.gif HerbStalMielec.gif

Szarmach 61
0:1
1:1
Stój 10 g
Hubert Kostka
Jan Wraży
Stanisław Oślizło
Jerzy Gorgoń
Henryk Latocha
Zygfryd Szołtysik
Alojzy Deja (66 Lucjan Kwaśny)
Hubert Skowronek
Jan Banaś (55 Władysław Szaryński)
Włodzimierz Lubański
Andrzej Szarmach
SKŁADY Zygmunt Kukla
Krzysztof Rześny
Marian Kosiński
Artur Janus
Eryk Hansel
Włodzimierz Gąsior
Henryk Kasperczak
Adam Popowicz
Grzegorz Lato
Stanisław Stój (69 Ryszard Sekulski)
Witold Karaś
Trener: Gyula Szücs

Dodatkowe informacje

  • Mecz przełożony z 2 sierpnia.

Relacja

Kronika Górnika Zabrze

Górnik rozpoczął spotkanie z takim impetem, że wydawało się, że dojdzie do pogromu Stali. Lubański raz lewą, raz prawą stroną, próbował zmylić defensywę gości. Z dystansu uderzali Szołtysik, Szarmach i inni. Ofensywa ta trwała jednak tylko przez pierwsze 10 minut, kiedy to bramkę dla gości uzyskał Stój. Gol ten podziałał na zawodników Stali bardzo mobilizująco, natomiast Górnicy grali ze sporym zdenerwowaniem. Pozornie broniąca się Stal dyktowała tempo gry, obrona Zabrzan nie stanowiła tym razem monolitu i zdarzało jej się popełnić błędy, których jednak drużyna Grzegorza Laty nie potrafiła wykorzystać. Wyrównanie padło po fatalnym błędzie Kosińskiego. Piłkę odebrał mu Szaryński, a bramkę zdobył uderzeniem z 5 metrów Szarmach. Widać było, że Górnicy bardzo starali się zatrzeć złe wrażenie po poprzednich meczach, ale Stal też była bardzo dobrze dysponowana.

Sport

Jedenastka mistrza Polski rozpoczęła grę z takim impetem, że wydawało się, iż nastąpi prawdziwy pogrom mielczan. Par po raz sunęły ataki na bramkę gości: to lewą, to prawą stroną próbował przedrzeć przez szeregi obronne mielczan Lubański, strzelali z dalszych odległości Szołtysik, Szarmach, i inni. Ale ofensywa ta trwała zaledwie 9 minut. Właśnie w tym czasie gry Kasperczak wraz z Karasiem przeprowadzili lewą strona boiska na pozór niegroźna akcję: gdy Karaś wyswobodził się spod opieki Wrażego, dokładnie zacentrował piłkę na druga stronę boiska równolegle do bramki , gidzie stał bez opieki Stój. Piłka wpadła mu prosto na głowę. Strzał nie był zbyt silny, ale Kostka nie był najlepiej ustawiony i w efekcie popełnił błąd, śliska piłka wyśliznęła mu się z rąk, wprawdzie zdołał ją jeszcze opanować , ale wszystko działo się za linia bramkową. 1:0 prowadziła niespodziewanie Stal.

I ten sukces do tego stopnia zdopingował mielczan, że od tej chwili nagle uwierzyli w sukces, jeszcze bardziej dokładnie zaczęli kryć w środkowej strefie, walczyli nieustępliwie i nadzwyczaj ambitnie o każda piłkę, a co najważniejsze dokładnie podawali piłkę. Natomiast w szeregi Górników wkradło się zdenerwowanie , mnożyły się błędy w podaniach. I to się mściło. Stal pozornie będąca w defensywie dyktowała tempo i styl walki. Na każdy atak odpowiadała groźnymi kontrami, kibicom Górnika aż cierpiała skóra, gdy atakowali Lato, Kasperczak, Stój, Karaś, ponieważ obrona mistrza Polski tym razem nie stanowiła monolitu, popełniała sporo błędów, które jedna przeciwnik nie wykorzystał. W co najmniej dwóch wypadkach miał wyborne okazje. Nawet ostoja reprezentacji Gorgoń był dziwnie ociężały, brak mu było zwykłego refleksu. To samo odnosi się również do Oślizły. A ponieważ i druga linia nie potrafiła panować w środkowej strefie, stalowcy aż nazbyt łatwo przedostawali się na przedpole Kostki, gdzie siali spore zamieszanie.

Okazało się, że wszystko to co napisaliśmy pod adresem Stali, po jej występie w Chorzowie można by jeszcze raz powtórzyć. To jest już kolejny klasowy zespół, którzy przede wszystkim znakomicie organizuje obronę i jednocześnie umie nagle przyspieszyć. Co jest godne podziwu: to właśnie pełne zaangażowanie w walką bez wyjątku wszystkich. Zapewne Stal wywiozłaby z Zabrza dwa punkty, gdyby nie fatalny błąd Kosińskiego. Otóż dał on sobie wyłuskać spod nóg piłkę Szaryńskiemu, który przekazał ja w gąszcz nóg. Sprytny Szarmach wykorzystał kiks stopera, nie dając żadnych szans Kukli. Strzał był oddany z zaledwie 5 metrów.

Kibice mistrza Polski psioczyli na swoich pupilów. Trzeba jednak stwierdzić, że grali oni o wiele lepiej niż w pojedynku z Polonią, widać było, że pragną rehabilitacji za kilka słabszych występów. Natrafili jednak na wyjątkowo dobrze dysponowaną Stal, która lepiej czuła się w trudnych, prawdziwie zimowych warunkach i na śliskim terenie.

Bernard Gryszczyk, Sport nr 175, 19 października 1972