20.10.1984 - Górnik Zabrze - Ruch Chorzów 1:0

Z WikiGórnik
Skocz do: nawigacja, szukaj
20 października 1984 (sobota), godzina 17:00
1. liga 1984/85, 11 kolejka
Górnik Zabrze 1:0 (0:0) Ruch Chorzów Zabrze, stadion Górnika
Sędzia: Kazimierz Mikołajewski (Płock)
Widzów: 20 000
Herb.gif HerbRuchChorzow.gif
Majka 87 1:0
Yellow card.gif Fornalik, Waliczek

Eugeniusz Cebrat
Bogdan Gunia
Józef Dankowski
Joachim Klemenz
Marek Kostrzewa
Marek Majka
Waldemar Matysik
Ryszard Komornicki
Andrzej Zgutczyński (56 Erwin Koźlik)
Andrzej Pałasz
Ryszard Cyroń (73 Werner Leśnik)
SKŁADY
Janusz Jojko
Mirosław Jaworski
Krzysztof Gawara
Krystian Walot
Waldemar Fornalik
Mieczysław Szewczyk
Krzysztof Warzycha
Józef Nowak
Mirosław Bąk
Grzegorz Waliczek
Albin Mikulski
Trener: Hubert Kostka Trener: Alojzy Łysko



Program meczowy.

Spotkanie ligowe nr 57 (derby nr 79) – 20 października 1984 (sobota, 17.00)

3 gwiazdki „Sportu”

Skład i noty wg Górnika „Sportu”:

Eugeniusz Cebrat 6, Bogdan Gunia 6, Józef Dankowski 7, Joachim Klemenz 7, Marek Kostrzewa 7, Marek Majka 7, Waldemar Matysik 6, Ryszard Komornicki 6, Andrzej Zgutczyński 2 (56. Erwin Koźlik – nie klas.), Andrzej Pałasz 7, Ryszard Cyroń 4 (73. Werner Leśnik – nie klas.)

Skład i noty Ruchu wg „Sportu”:

Janusz Jojko 7, Mirosław Jaworski 6, Krzysztof Gawara 6, Krystian Walot 7, Waldemar Fornalik 5, Mieczysław Szewczyk 6, Krzysztof Warzycha 6, Józef Nowak 6, Mirosław Bąk 6, Grzegorz Waliczek 5, Albin Mikulski 6

Bilet meczowy.

Sezon 1984/85. Górnik Zabrze – Ruch Chorzów w 11. kolejce. Już nie wydarzenie numer jeden w lidze, jedynie wielkie derby dwóch drużyn śląskich, z których jedna była w połowie drogi do przywrócenia potęgi (gospodarze), a druga dopiero na początku.

Druga lokata stała przed Górnikiem otworem. Nie mógł więc zmarnować tej okazji. Tym bardziej, że grał u siebie, a widzów było więcej na meczu eliminacyjnym do Mistrzostw Świata reprezentacji Polski z Grecją, który miał miejsce właśnie w Zabrzu kilka dni wcześniej. Autor relacji dla katowickiego „Sportu”, Stanisław Penar, zachwycał się otoczką meczu. Można było bowiem kupić gorącą herbatę, nawet z cukrem!, kanapki i napoje. Ligowa Europa. A mecz? Początkowo wydawało się, że derby zakończą się bez bramek. Piłkarze obydwu zespołów od początku do końca grali jednak z ogromnym zaangażowaniem. Włożyli w ten pojedynek tyle sił, ile wkłada się w prestiżowe, derbowe mecze. Obydwie jedenastki były blisko zwycięstwa. Fakt, zabrzanie wypracowali znacznie więcej szans bramkowych (dwa strzały Ryszarda Komornickiego i Marka Kostrzewy w poprzeczkę), ale po drugiej stronie również było gorąco. Tuż przed rozstrzygnięciem pojedynku niebiescy przeprowadzili kontrę, zyskali liczebną przewagę i tylko niefrasobliwość w finalizowaniu akcji pozbawiła ich gola.

Nie tylko na boisku, również na trybunach toczyła się walka. Przyznać trzeba, że tym razem raczej w ramach dozwolonych reguł, nie licząc kilku wulgarnych okrzyków. Wielką niespodzianką w tym emocjonującym spotkaniu była również postawa niebieskich. Nie przerazili się sławy dobrze ostatnio dysponowanego rywala, stawili mu czoła w środku pola, pewnie grali w obronie, ale akcje zaczepne z winy Grzegorza Waliczka, który w Zabrzu nie miał najlepszego dnia, nie kończyły się jednak tak, jaki był zamysł ich inicjatywy. Nie można jednak powiedzieć, by bramka Marka Majki po świetnej akcji Waldemara Matysika była aktem sprawiedliwości. Wiadomo, kto zdobywa gola ten jest lepszy, ale w tym spotkaniu Ruch na pewno nie był gorszy.

Górnicy awansowali na drugą pozycję w tabeli, chorzowianie spadli natomiast na dziewiątą. Po zakończeniu rundy jesiennej z Cichą pożegnał się, mimo usilnych namów prezesa Norasa, trener Alojzy Łysko. Jego następcą został Władysław Żmuda, uchodzący wówczas za jednego z najsolidniejszych szkoleniowców.

Sport

Zabrakło… Salomona.

Zabrze. Na wielkie derby do Zabrza jechaliśmy z Katowic, ze stadionu z Bukowej. Mecz denny, jak mówią kibice – cienki. A w Zabrzu? Jak za dawnych lat. Widzów więcej niż na meczu Polska – Grecja, organizacja ta sama – znakomita. Herbata gorąca, nawet z cukrem, kanapki, napoje. Ligowa Europa. A mecz… Wydawało się, że te 29. derby zakończą się bez bramek. Chciałbym jednak spotkać kibica niezadowolonego, markotnego. Grali piłkarze obydwu zespołów od początku do końca z ogromnym zaangażowaniem. Włożyli w ten pojedynek tyle sił, ile wkłada się w prestiżowe, derbowe mecze.

Obydwie „jedenastki” były bliskie zwycięstwa. Zabrzanie wypracowali znacznie więcej szans bramkowych, to prawda (dwóch trafień – Komornickiego i Kostrzewy w poprzeczki nikt im przecież nie odbierze), ale po drugiej stronie również było gorąco. Tuż przed rozstrzygnięciem tego pojedynku, niebiescy przeprowadzili kontrę, zyskali liczebną przewagę i tylko niefrasobliwość w finalizowaniu akcji pozbawiła ich gola.

Derby, derby… Nie tylko na boisku, również na trybunach toczyła się walka. Przyznać trzeba, że tym razem w ramach dozwolonych reguł, jeśli do takich „chorzowskie psy” (to hasło zwolenników Górnika) można zaliczyć. Wielką niespodzianką w tym emocjonującym spotkaniu była postawa niebieskich. Nie ulękli się (ostatnio, to już tradycja, dawniej „pietra” mieli długo, długo przed meczem) sławy dobrze ostatnio dysponowanego rywala, stawili mu czoła w środku pola, pewnie grali w obronie, a akcje zaczepne z winy Waliczka, który w Zabrzu nie miał najlepszego dnia, nie kończyły się tak jaki był zamysł ich inicjatorów. O dwóch poprzeczkach wspomnieliśmy. Znacznie więcej szans bramkowych mieli w tym meczu zabrzanie. Nie można jednak powiedzieć, by bramka Majki po świetnej akcji Matysika była aktem sprawiedliwości. Wiadomo, kto zdobywa gola ten jest lepszy, ale w tym spotkaniu Ruch na pewno nie gorszy. Gdyby Salomon akurat wybrał się na wielkie derby ogłosiłby wszystkim znany wyrok.

Stanisław Penar, Sport nr 208 z 22 października 1984r.