21.10.1995 - Górnik Zabrze - ŁKS Łódź 3:2

Z WikiGórnik
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
21 października 1995 (sobota), godzina 16:00
1. liga 1995/96, 13. kolejka
Górnik Zabrze 3:2 (1:1) ŁKS Łódź Zabrze, stadion Górnika
Sędzia: Andrzej Kobierski (Kielce)
Widzów: 1 809
Herb.gif HerbLKSLodz.gif

Kuźba 22 g
Kuźba 57

Kuźba 74
0:1
1:1
2:1
2:2
3:2
Wędzyński 15


Mięciel 58
Jegor, Gruszka Yellow card.gif Krysiak, Terlecki
(1-3-5-2)
Dariusz Klytta
Tomasz Hajto
Dariusz Koseła
Andrzej Orzeszek
Piotr Gruszka (75 Grzegorz Bonk)
Piotr Jegor
Mieczysław Agafon
Marcin Kuźba
Leszek Kraczkiewicz (75 Rafał Jarosz)
Marek Szemoński
Arkadiusz Kampka (89 Rafał Kocyba)
SKŁADY (1-3-5-2)
Zbigniew Robakiewicz
Tomasz Kłos
Marek Chojnacki
Artur Lenart
Grzegorz Krysiak
Maciej Terlecki
Artur Kościuk (84 Marek Saganowski)
Grzegorz Wędzyński
Piotr Czachowski (66 Rafał Niżnik)
Marcin Mięciel
Daniel Dubicki
Trener: Adam Michalski Trener: Zbigniew Lepczyk

Relacja

Błąd przy generowaniu miniatury Chyba brakuje pliku /var/www/vhosts/wikigornik.pl/httpdocs/w/images/e/e0/1995-10-21_Górnik_Zabrze_-_ŁKS_Łódź.jpg
Bilet meczowy.

Sport

Brawo Marcin!

ZABRZE. Sobotę, 21 października, 20-letni piłkarz Górnika, Marcin Kuźba, zapamięta najpewniej do końca życia. Zdobył dla swojej drużyny wszystkie trzy bramki, co jedna to piękniejsza, a ostatnia wręcz filmowa, zapewnił jej także bardzo ważne, w kontekście miejsca w tabeli, zwycięstwo. I jeszcze jedno: Kuźba miał tylko trzy sytuacje strzeleckie - wykorzystał wszystkie. Po meczu trener ŁKS - Zbigniew Lepczyk, miał pretensje do swojego zespołu o nonszalancką wręcz grę w obronie, ale nie zmienia to zasług pana Marcina; w bezlitosny sposób tę nonszalancję wykorzystał.

Bardzo dziwnie układało się to spotkanie. W I połowie jednym i drugim niewiele się udawało, może dlatego, że grano „chodzonego”. Ten, kto w danym momencie przyśpieszał, miał piłkę, ale ponieważ przyśpieszał tylko na chwilę, z rzadka tylko był zdolny zagrozić bramce przeciwników. Niewiele było zatem momentów, które wzbudziłyby ożywienie na trybunach. Pierwsze zdarzyły się między 14 a 15 min. Najpierw zdecydowanie zaatakował Górnik: Gruszka zagrał do Kampki, ten zacentrował z lewej strony, a nadbiegający Szemoński nie trafił w silnie uderzoną piłkę. Natychmiastowa kontra ŁKS przyniosła mu prowadzenie: Mięciel zagrał w uliczkę do Wędzyńskiego, a ten sytuacji sam na sam z Klyttą nie zmarnował. W 23 min uporczywie o piłkę walczył Hajto, wywalczył ją, precyzyjnie dośrodkował, a Kuźba efektowną „główką” dokonał reszty; obrońców przy nim nie było… W 32 min kapitalną przewrotką popisał się Mięciel, ale piłka po jego uderzeniu przeszła tuż obok bramki Klytty. I to by było na tyle, jeśli chodzi o pierwsze 45 minut…

Drugich obie drużyny nie muszą się wstydzić, już pomijając wspomniane pretensje trenera Lepczyka do swojego zespołu. Działo się dużo, w przyzwoitym tempie, nie oszczędzano się, niedobitki zabrzańskich kibiców ożywiły się, jak już dawno się to im nie przytrafiło. W 47 min na trudną próbę wystawił Klyttę Dubicki, w 53. Kraczkiewicz sprawdzał formę Robakiewicza, ale najciekawiej było między 56 a 57 min. Najpierw piłkarze Górnika długo wymieniali piłkę między sobą, wreszcie Agafon niespodziewanie dla obrońców ŁKS zagrał do pozostającego bez asysty Kuźby i było 2-1. Rewanż nastąpił natychmiast po wznowieniu gry. Mający dużo swobody Mięciel wyrównał strzałem po ziemi na 2-2, ale po co potem demonstrował publiczności gest Kozakiewicza, tego nie wiemy. Taka wymiana ciosów, z większym lub mniejszym natężeniem trwała nadal. Decydujący Górnik zadał w 74 min. Aktywny w tym meczu Gruszka popisał się rajdem prawą stroną boiska, zdecydował się na silne i dalekie dośrodkowanie do Kuźby (piłka przeleciała na głowami obrońców ŁKS), a piłkarz Górnika wolejem, z pierwszej piłki, nie dał szans Robakiewiczowi. Bramka rzadkiej urody.

Na trybunach zadawano sobie pytanie, czy Górnik po tym zwycięstwie odżyje? Czy będzie to dla niego wystarczająco silny impuls. Trudno nie zwrócić uwagi na dość ciekawe ustawienie linii obronnych. Koseła (odbierał gratulacje za 200 występ w Górniku) w roli ostatniego, Hajto i Orzeszek po bokach. Ten przymusowy eksperyment w jakiejś części zdał egzamin. Czy zda w dalszej perspektywie?

MECZ NA GŁOSY

ZBIGNIEW LEPCZYK: - We wszystkich przegranych przez ŁKS spotkaniach zdobywamy bramki jako pierwsi i szybko tę przewagę trwonimy. Popełniamy błędy taktyczne, gramy nonszalancko, a w tym meczu doprowadziliśmy do takiej sytuacji, że Górnik grał z kontry. Może rzeczywiście jest tak, że jesteśmy tygrysami wyłącznie własnego boiska? Pierwsza połowa słaba, druga bardzo dobra.

ADAM MICHALSKI: - Znajdujemy się już od dłuższego czasu pod dużym ciśnieniem. Jak dużym - o tym świadczył przebieg I połowy tego meczu. Trudno tutaj nie podzielić opinii, że była ona po prostu mało ciekawa. W odróżnieniu od drugiej. Chciałbym jeszcze wyrazić radość, że Marcin Kuźba, do niedawna junior, nie marnuje się u mnie.

MARCIN KUŹBA: - Taki mecz mogłem sobie tylko wymarzyć. Bramki, które strzelałem do tej pory sprawiały satysfakcję, jednak nie przynosiły nam kompletu punktów. Tutaj tak się stało, a trzy gole zaraz na początku kariery powinny dodać mi na boisku pewności siebie. Był to na pewno najlepszy i najważniejszy mecz w mojej dotychczasowej krótkiej karierze.

ANDRZEJ GRYGIERCZYK,Sport nr 205, 23 października 1995 r.

Osobiste
Przestrzenie nazw

Warianty
Działania
Nawigacja
Dla edytorów
Narzędzia
Lubię to