28.05.1969 - Górnik Zabrze - Legia Warszawa 2:0

Z WikiGórnik
Skocz do: nawigacja, szukaj
28 maja 1969 (środa), godzina 17:00
Puchar Polski 1968/69, finał
Górnik Zabrze 2:0 (1:0) Legia Warszawa Łódź, stadion ŁKS-u
Sędzia: Włodzimierz Karolak (Łódź)
Widzów: ok. 40 000
Herb.gif HerbLegiaWarszawa.gif
Lubański 17
Wilczek 77
1:0
2:0
Hubert Kostka
Rainer Kuchta
Stanisław Oślizło
Henryk Latocha
Karol Kapciński
Alojzy Deja (49 Jerzy Musiałek)
Erwin Wilczek
Alfred Olek
Zygfryd Szołtysik
Włodzimierz Lubański
Hubert Skowronek
SKŁADY Władysław Grotyński
Antoni Trzaskowski
Feliks Niedziółka
Andrzej Zygmunt
Władysław Stachurski
Zygfryd Blaut (65 Janusz Żmijewski)
Kazimierz Deyna
Jan Pieszko
Bernard Blaut
Lucjan Brychczy
Robert Gadocha
Trener: Géza Kalocsay Trener: Jaroslav Vejvoda

Relacja

Kronika Górnika Zabrze

Na pięknie rozbudowanym stadionie ŁKS-u, Górnik w meczu z Legią Warszawa, zwyciężył w sposób nie budzący żadnych wątpliwości i zdobył Puchar Polski w XIV. edycji tej imprezy. Jeszcze raz okazało się, że podopieczni trenera Kalocsaya są specjalistami od wygrywania trudnych spotkań. Mecz otrzymał bardzo uroczystą oprawę. Bezpośrednio po zakończeniu spotkania członek Biura Politycznego KC PZPR Ignacy Loga-Sowiński, wręczył puchar kapitanowi zwycięskiej drużyny - Włodzimierzowi Lubańskiemu. Następnie udekorowano zawodników Górnika złotymi medalami, a piłkarzy Legii - srebrnymi.

Po raz trzeci w tym sezonie i drugi raz w tym roku, górnicy wykazali swoją wyższość nad Legią. Mimo tych czy innych braków na pozycjach, zabrzanie byli bardziej wyrównanym zespołem od przeciwnika. Posiadali w swych szeregach znacznie więcej klasowych piłkarzy od przeciwników. Postacią pierwszoplanową był Zygfryd Szołtysik. Mimo ambitnej postawy rywali potrafił uwolnić się spod ich opieki i przekazać piłkę lepiej ustawionemu partnerowi. Grał skutecznie, pomysłowo i błyskotliwie. Najmłodszy chyba kapitan zwycięskiego zespołu w Pucharze Polski - Włodzimierz Lubański miał bardzo utrudnione zadanie. Jego nieodstępny opiekun Zygmunt nie przebierał w środkach mających na celu wyeliminowanie go z gry. Wkraczał bardzo ostro, często wręcz brutalnie. Mimo to Lubański wypełnił swoje zadanie, zdobył psychologiczną bramkę i wypracował kilka dogodnych sytuacji partnerom. Również Erwin Wilczek potwierdził swoje wysokie kwalifikacje taktyczne. Znajdował siły i czas na włączanie się do akcji ofensywnych swojej drużyny. Stanisław Oślizło, pomału wracający do formy po kontuzji, wykazał się dużym doświadczeniem i spokojem. Hubert Kostka zaś miał dużo pracy przy wybiegach, obronił kilka ważnych strzałów. W sumie słabych punktów w Górniku nie było. Legioniści tylko pod względem przygotowania kondycyjnego górowali nad rywalami. Defensywa warszawian, a zwłaszcza obaj stoperzy wykazali brak czujności w gorących sytuacjach podbramkowych, umożliwiając przeciwnikowi zdobycie "taniej" bramki. Na dobrą notę zasługuje u nich tylko linia pomocy, a zwłaszcza wszechstronny Bernard Blaut, który zasłużył na drugą lokatę po Szołtysiku. Deyna grał nieźle, ale znacznie więcej uwagi poświęcał defensywie, nie potrafił w odpowiednim miejscu i czasie włączyć się do akcji ofensywnych. Bardzo słabiutko prezentował się atak warszawian. Napastnikiem z prawdziwego zdarzenia był tylko szybki i bojowy Gadocha.

Sport

Puchar Polski pozostał w Zabrzu. Triumfalna runda piłkarzy Górnika po 2:0 nad Legią

ŁÓDŹ. Górnik obronił Puchar Polski. W finale XIV edycji tej imprezy zabrzanie w sposób nie budzący żadnych wątpliwości, pokonali Legię. Jeszcze raz okazało się, że podopieczni dr Kalocsaia są specjalistami od wygrywania trudnych, ważnych spotkań. Ta umiejętność bez względu na aktualną formę pozwala im rozstrzygać na swoją korzyść decydujące pojedynki.

Mecz otrzymał bardzo uroczystą oprawę. Bezpośrednio po zakończeniu przy burzliwych oklaskach sympatyzującej z górnikami widowni członek Biura Politycznego KC PZPR przewodniczący CRZZ Ignacy Loga – Sowiński wręczył puchar kapitanowi zwycięskiego zespołu – Władysławowi Lubańskiemu. Następnie sekretarz komitetu łódzkiego PZPR – Józef Spychalski oraz Komitetu Wojewódzkiego PZPR Jerzy Muszyński w asyście przewodniczącego GKKFiT – Wiesława Ociepki, generała dyw. Zygmunta Huszczy oraz przewodniczącego Prezydium Rady Narodowej Łodzi – Edwarda Kaźmierczaka – złożyli gratulacje obu zespołom, udekorowali zawodników Górnika – złotymi medalami, a piłkarzy Legii – srebrnymi. Potem były huczne owacje widowni, kwiaty, uściski, pocałunki, serdeczne gratulacje.

Po raz trzeci w tym sezonie i drugi w tym roku górnicy wykazali swoją wyższość nad Legią. Mimo tych czy innych braków na poszczególnych pozycjach zabrzanie byli bardziej wyrównanym zespołem od przeciwnika. Posiadali ponadto w swych szeregach znacznie więcej klasowych piłkarzy od przeciwników. Pierwszoplanową postacią był Zygfryd Szołtysik, bez wątpienia najlepszy zawodnik na boisku. Mimo ambitnej postawy rywali potrafił uwolnić się spod ich opieki, przekazać piłkę lepiej ustawionemu partnerowi. Grał skutecznie, błyskotliwie i pomysłowo. Nic więc dziwnego, że raz po raz zbierał oklaski „przy otwartej kurtynie”.

Najmłodszy chyba kapitan zwycięskiego zespołu w PP – Włodzimierz Lubański – miał bardzo utrudnione zadanie. Jego nieodstępny opiekun Zygmunt nie przebierał w środkach mających na celu wyeliminowanie go z gry. Wkraczał bardzo ostro, często wręcz brutalnie, gdy zawodziły i te środki zatrzymywał uciekającego przy pomocy rąk. Mimo to Lubański wypełnił swoje zadane. Zdobył psychologiczną bramkę. Wypracował kilka dogodnych pozycji partnerom. Stale absorbował swoją osobą, co najmniej dwóch przeciwników – ułatwiając zadanie partnerom.

Erwin Wilczek jeszcze raz potwierdził swoje wysokie kwalifikacje taktyczne. Znajdował siły i czas na włączenie się do akcji ofensywnych swojej drużyny w najmniej spodziewanych przez rywali momentach.

Stanisław Oślizło pomału wraca do formy, Jego spokój, doświadczenie bardzo przydały się w okresie naporu Legii. Jego partnerzy wykazywali olbrzymią ambicję, ale wnosili też sporo chaosu.

Hubert Kostka miał dużo pracy przy wybiegach obronił kilka trudnych strzałów. Jego interwencje wzbudzały pewność i zaufanie. W sumie słabych punktów w Górniku nie było. Byli tylko lepsi i bardziej utalentowani od swych kolegów zawodnicy.

Podopieczni Jarosława Vojvody bodaj tylko pod względem przygotowania kondycyjnego górowali nad rywalami. Defensywa warszawian, a zwłaszcza obaj stoperzy już po raz któryś z rzędu wykazali brak czujności w gorących sytuacjach podbramkowych umożliwiając przeciwnikowi zdobycie „taniej” bramki. Na dobrą norę zasługuje u nich tylko linia pomocy, a zwłaszcza Bernard Blaut, który zasłużył na drugą lokatę po Szołtysiku. Dejna grał nieźle ale znacznie więcej uwagi poświęcał defensywie, nie potrafił w odpowiednim miejscu i czasie włączyć się do akcji ofensywnych.

Bardzo słabiutko zaprezentował się atak warszawian. Napastnikiem z prawdziwego zdarzenia był tylko szybki bojowy Gadocha. Pozostali mimo ambitnych usiłowań nie wnosili do gry konkretnych wartości

A oto godne upamiętnienia najciekawsze wydarzenia 14 finału Pucharu Polski:
w 3min. Pierwszy strzał na bramkę Grotyńskiego oddaje Deja. Piłka mija tuż, tuż słupek
6 min. Po centrze Trzaskowskiego strzela głową Blaut. Kostka jest na psterunku
12 min. Dwa przeboje i strzały Szołtysika z ostrego kąta broni Grotyński z trudem na róg
16 min. Ładny przebój, strzał Gadochy, piłka mija tuż tuż spojenie słupka z poprzeczką
17 min. Kuchta wykonał rzut wolny, Stoperzy Legii zostawili na moment Lubańskiego bez opieki. Wystarczyło. Włodek z kilku metrów uzyskał prowadzenie
21 min. Po rajdzie Szołtysika omal 2:0. Obrona Legii trafi głowę. Deja trafia w słupek
28 min. Szybki rajd Gadochy jego ostry strzał w dolny róg efektownie łapie Kostka. Przewaga Górnika. Wolej Wilczka broni Grotyński. W 49 min. za Deję wchodzi Musiałek
65 min. Żmijewski wchodzi na miejsce Zygfryda Blauta
67 min. - omal 2:0 po dośrodkowaniu Musiałka z lewej flanki Lubańskiemu w pełnym biegu „nie wchodzi krok” i przenosi nad poprzeczką
76 – Kostka dwukrotnie interweniuje raz po strzale Gadochy i po „główce” Blauta
77- Lubański wykonuje rzut z autu. Piłkę przekazuje Szołtysikowi, a ten efektownym zwodem myli swoich „opiekunów” i podaje nieobstawionemu Wilczkowi. Ostry, celny strzał w górny róg. Wynik meczu ustalony.
87 min. Szołtysik 10 metrów przed bramką nieco z ukosa strzela płasko celnie. Grotyński broni. Za chwilę gwizdek dobrze prowadzącego zawody p. Karolaka i szał radości w szeregach Górnika. W pełni zasłużony i dobrze zapracowany sukces.

M. SZYMKOWIAK, SPORT nr 63 z 30 maja 1969r