28.10.1972 - ŁKS Łódź - Górnik Zabrze 0:0

Z WikiGórnik
Skocz do: nawigacja, szukaj
28 października 1972 (sobota), godzina 16:00
1. liga 1972/73, 10. kolejka
ŁKS Łódź 0:0  Górnik Zabrze Łódź
Sędzia: Jan Łazowski (Warszawa)
Widzów: ok. 35 000
HerbLKSLodz.gif Herb.gif
Tomaszewski
Lubański
Jałocha
Bulzacki
Korzeniowski
Mszyca (46. Grębosz)
Białek
Ostalczyk
Drozdowski
Maleńki
Kasalik
SKŁADY Hubert Kostka
Henryk Holewa
Jerzy Gorgoń
Zygmunt Anczok
Jan Wraży
Zygfryd Szołtysik
Erwin Wilczek
Hubert Skowronek
Jan Banaś
Andrzej Szarmach
Włodzimierz Lubański
Trener: Gyula Szücs

Dodatkowe informacje

  • Według innego źródła widzów 30 000.

Relacja

Kronika Górnika Zabrze

Każdy, kto oglądał to spotkanie, śmiało mógł stwierdzić, że drużyna gospodarzy podeszła do tego meczu bez żadnego respektu przed wielkimi nazwiskami drużyny z Zabrza. ŁKS grał ambitnie, jakby nie zwracając uwagi, że gra z aktualnym mistrzem Polski. Natomiast Górnik zaprezentował się mizernie i nie potrafił zdobyć się na strzelenie chociażby jednego gola. Całkowicie niewidoczny był Szołtysik, który co chwilę był ogrywany przez Bulzackiego, bezlitośnie wykorzystującego słabą dyspozycje kapitana gości. Kostka nie był specjalnie zajęty tylko dlatego, że świetne zawody rozgrywał Gorgoń i jego towarzysze z linii defensywnej. Druga linia Górnika radziła sobie z atakami ŁKS-u, jednak miała ogromny problem ze stwarzaniem dogodnych sytuacji, co zaowocowało brakiem goli w tym spotkaniu. Mimo bezbramkowego remisu spotkanie to mogło się podobać.

Sport

Łódź, Piękna słoneczna pogoda, trybuny zajęte przez ponad 30. 000 widzów i oto wychodzą na boisko obydwie drużyny. Powrót z ukraińskiej wyprawy wymagał zaprezentowania się z najlepszej strony. Przeciwnik ma ambicje udowodnić, że jego pozycja w tabeli nie jest tylko zrządzeniem losu. Pan Łazowski daje znak i rozpoczyna się gra, którą wiele będzie miało długo w pamięci.

Szturmuje Górnik ,ale po paru chwilach łodzianie starają się rozerwać straże ochronne drygowane prze Gorgonia. Łodzianie są mnie utytułowani, lecz nie mnie czujni. Likwidują niebezpieczeństwo daleko przed polem karnym. Z uwagą śledzimy ruchy Włodka Lubańskiego . Kto tez ma być jego aniołem stróżem? Nikt- okazuje się po kwadransie, albo też……. wszyscy. Było to chyba najtrafniejsze rozwiązanie najcięższego problemu przeciwników Górnika. W zasadzie Lubański miał swobodę ruchów, ale tylko w neutralnej strefie boiska i do tego ułamka sekundy, gdy partner adresował mi podanie. Potem wpadał w kleszcze obronne gospodarzy.

Tempo znakomite, mogące przyprawić o zawrót głowy kamerzystów telewizyjnych ( tak, tak- mecz był w całości transmitowany w lokalnym programie TV), lecz wszystko kończyło się na przedpolu bramkowym.

Kostce wystawiliśmy o pół punktu niższą notę niż Tomaszewskiemu. Dwie są tego przyczyny. Ten ostatni bronił fantastycznie wręcz obronił noga strzał Lubańskiego w 44 min.,miał więcej okazji do interwencji i widać było z wysokości trybun iż dryguje swymi kolegami z ariergardy. Kostka nie był narażony na takie niebezpieczeństwa, zażegnywali je obrońcy, a prze wszystkim niepokonany więcz Gorgoń. Ta drobna w gruncie rzeczy różnica w ocenie obydwu bramkarzy dal wtajemniczonych znaczy więcej, niż cały komentarz.

Jest w stylu Górnika rozgrywanie walki na środku pola i nagłe uderzanie zza puklerza, czym niszczy przeciwnika. Ileż to raz zabrzanie sprawiali wrażenie wręcz znudzonych walką, by nagle rozedrzeć zasłony nagłym uderzeniem, kończącym się strzałem wybornych strzelców. Tym razem do tego nie dopuszczono, chociaż w 26 min. Szarmach otrzymał idealne dośrodkowanie zakończone strzałem głową( w spojenie poprzeczki ze słupkiem), w 62 min. Lubański strzelił z 15m. nad poprzeczkę a obrońcy łódzcy sami nie widzieli kiedy i jak znalazł się on na tej dogodnej pozycji. W 74 min. Doszło do znakomitej interwencji Tomaszewskiego w bezpośrednim starciu z Lubańskim. Wreszcie w 88 min. Wilczek posłał piłkę..w słupek.

Optycznie ŁKS miał przewagę , niekiedy druzgocącą, ale każdy kontratak Górnika przyprawiał łodzian o dreszcze. Mowa jednak nie tylko o tych łodzianach, którzy mecz obserwowali. Ci, którzy brali w nim bezpośredni udział, ani myśleli truchleć przed wielkimi nazwiskami. Szołtysik całymi kwadransami było po prostu niewidoczny, Bulzacki nie wahał się ogrywać kapitana gości. Jeszcze raz czuło się atmosferę bojowości i wzrastające poczucie własnej wartości.

Kostka nie był specjalnie zatrudniany tylko dlatego, ze wielką partię rozegrał Gorgoń, a miał dzielnych współtowarzyszy. Ale co się działo w środku pola- Świadczy tylko na korzyść gospodarzy i niestety przeciw drugiej linii Górnika. Jeżeli umiała ona powstrzymać Kasalika, który z oby flank szukał miejsc do ataku, czy ruchliwego i pracowitego Maleńskiego , to już nieporównanie słabiej spisywała się w konstruowaniu akcji własnego zespołu. W tej dziedzinie z przyjemnością odnotowaliśmy zagrania Wilczka, z nawiązka wyrównującego błędy swych kolegów.

Bez większego wahania Korzeniowskiemu wystawiliśmy taka notę jak Gorgoniowi. To też wymaga wyjaśnienie. Zabrzanin ma ustalona markę, tym razem dorównał mu skrajny obrońca łodzian rozumiejący znakomicie nie tylko defensywne, ale i zaczepne zadania zawodnika, postawionego na tym posterunku. On też stanowił największe zagrożenie dla Holewy i niemal tyleż razy widzieliśmy do w roli destruktywnej jak i napastnika, powodującego zamęt wśród obrońców rywala.

Mecz się skończył, jupitery wygasły, a chcielibyśmy, aby to widowisko nawet bez bramek, zostało powtórzone…

W. Kaczmarek, Sport nr. 181 z 30 października 1972