29.05.1999 - Ruch Chorzów - Górnik Zabrze 2:1

Z WikiGórnik
Skocz do: nawigacja, szukaj
29 maja 1999 (sobota), godzina 17:00
1. liga 1998/99, 30. kolejka
Ruch Chorzów 2:1 (1:1) Górnik Zabrze Chorzów, stadion Ruchu
Sędzia: Andrzej Szczełkun (Jelenia Góra)
Widzów: 2 808
HerbRuchChorzow.gif Herb.gif
Włodarczyk 14

Mizia 51
1:0
1:1
2:1

Gierczak 36
Potok 32 (F), Mizia 81 (F), Bizacki 82 (NS) Yellow card.gif Probierz 21 (F), Kompała 73 (F), Prasnal 77 (F)
(1-3-5-2)
Piotr Lech 6
Marcin Baszczyński 6
Mariusz Masternak 6
Marek Wleciałowski 6
Jarosław Potok 3 (46 Seweryn Siemianowski 3)
Maciej Mizia 7
Mamia Dżikia 7
Łukasz Surma 7
Rafał Kwieciński 3 (46 Marcin Molek n.)
Krzysztof Bizacki 7 (85 Piotr Żaba n.)
Piotr Włodarczyk 7
SKŁADY (1-3-5-2)
Andrzej Bledzewski 6
Robert Kolasa 5
Grzegorz Lekki 5
Jacek Wiśniewski n. (27 Mirosław Praszelik 5)
Tomasz Prasnal 5
Adam Kompała 6
Michał Probierz 6
Kamil Kosowski 2 (46 Marcin Cebula 2)
Mieczysław Agafon 6
Piotr Gierczak 6
Piotr Rocki 5 (70 Marcin Brosz n.)
Trener: Edward Lorens Trener: Jan Żurek

Dodatkowe informacje

  • Spotkanie ligowe z Ruchem nr 82 (derby nr 105).
  • Spotkanie ocenione na 3 gwiazdki według Sportu (obok piłkarzy noty według tegoż dziennika).

Relacja

Bilet meczowy.

Jesień nie była udana dla chorzowian. Zimą postanowiono więc o zmianie trenera. Oresta Lenczyka zastąpił Edward Lorens. Głównie dzięki niemu i jego zdolnościom szkoleniowym udało się utrzymać ekstraklasę w Chorzowie. Rewanżowy, ostatni w sezonie mecz z Górnikiem miał więc wymiar czysto prestiżowy. Zwłaszcza dla niego, jako szkoleniowca, który w swej trenerskiej karierze prowadził zarówno Górnik, jak i Ruch. Mimo pewnego utrzymania, nie było jednak mowy o odpuszczaniu. Górnicy również chcieli zakończyć sezon dobrym wynikiem i niezłą grą. Ich postawa wiosną pozostawiała bowiem wiele do życzenia. Zapowiadało to już odejście zimą Dariusza Dźwigały.

Na boisku widać było, że bardziej zależało na zwycięstwie chorzowianom. Od mocnego uderzenia zaczęli jednak zabrzanie. Już w pierwszej minucie groźnie strzelał z rzutu wolnego Jacek Wiśniewski. Zawodnik ten szybko jednak opuścił boisko, na które wyszedł – jak się okazało – z wysoką temperaturą. Gorączka okazała się na tyle dokuczliwa, że piłkarz Górnika był zmuszony przed upływem pół godziny gry poprosić o zmianę. Wtedy niebiescy prowadzili już 1:0. Po szybkiej akcji Rafała Kwiecińskiego kapitalnym uderzeniem w „okienko” bramki Górnika popisał się Piotr Włodarczyk. Chwilę później ten zawodnik groźnie strzelał z dystansu, lecz Andrzej Bledzewski nie dał się zaskoczyć. Kibice zgromadzeni na stadionie Ruchu oglądali jeszcze dwa gole i oba nie mniej efektowne niż pierwsza bramka. Przed przerwą wyczyn Włodarczyka skopiował Piotr Gierczak doprowadzając do remisu. Sześć minut później po zmianie stron prowadzenie objęli chorzowianie, po efektownej akcji Macieja Mizi i Krzysztofa Bizackiego. Pierwszy rozpoczął dynamiczną akcję i zakończył ją celnym strzałem, drugi pomógł mu w tym idealną „klepką”, po której Mizia stanął oko w oko z bramkarzem Górnika.

Ruch mógł jednak w tym spotkaniu zdobyć więcej bramek. Bliscy szczęścia byli: Mamia Dżikia (tuż obok słupka), Jarosław Potok (efektowny wolej nad poprzeczką) oraz Marcin Baszczyński, który rozgrywał jubileuszowy, setny mecz w barwach Ruchu. Groźnie strzelali także jeszcze zdobywcy bramek: Włodarczyk i Mizia. Ten pierwszy był kilka razy o krok od strzelenia następnego gola. Najpierw po strzale z linii bramkowej wybił piłkę Michał Probierz, a w drugiej połowie – po ładnej akcji Bizackiego uderzył tuż obok słupka, mając przed sobą tylko bramkarza Górnika. Nieco precyzji zabrakło mu również w 88 minucie, gdy wykorzystując akcję Molka i Dżikii minimalnie przerzucił piłkę nad poprzeczką. Zabrzanie atakowali znacznie rzadziej, ale także bliscy byli zdobycia kolejnego gola. Przed przerwą po groźnym zagraniu Adama Kompały, Piotra Rockiego uprzedził bramkarz Ruchu. Tuż przed gwizdkiem na przerwę Rocki wyciągnął z bramki Lecha, ale jego centrę do partnerów przejął Mariusz Masternak wyjaśniając sytuację. Potem tuż obok słupka z woleja strzelał rezerwowy Marcin Cebula, a groźne uderzenie Mieczysława Agafona, po efektownej, indywidualnej akcji, pewnie obronił Lech.

Kibice gospodarzy zgotowali po spotkaniu niesamowitą fetę swym piłkarzom, dziękując im nie tylko za zwycięstwo nad Górnikiem (czekali na nie prawie sześć lat), ale i za skuteczną walką o utrzymanie w ekstraklasie. Wyglądało to tak, jakby chorzowianie świętowali co najmniej tytuł mistrzowski. W związku z budową trasy średnicowej obok stadionu Ruchu i wyłączeniem z użytku kilku sektorów, w derbach zabrakło – tak jak na innych meczach tego sezonu – kibiców gości.

Górnik zakończył sezon na 7. miejscu, Ruch trzy lokaty niżej.

Sport

Derby na „niebiesko”

Wielkie derby Śląska nie miały tym razem większej stawki. Obie drużyny grały o prestiż i z każdą minutą widać było, że bardzo zależy na nim chorzowianom. Do ostatniego spotkania w majowym maratonie piłkarskim gospodarze przystępowali po dwóch remisowych meczach w Łodzi, zaś zabrzanie po ciężko wywalczonym podziale punktów z mistrzem Polski – Wisłą. Zdaniem trenera Jana Żurka miało to decydujący wpływ na fakt, że goście ustępowali w tym dniu drużynie Ruchu. Od mocnego uderzenia zaczęli jednak właśnie zabrzanie. Już w pierwszej minucie groźniej strzelał z rzutu wolnego Jacek Wiśniewski. Zawodnik ten pierwszy w tym spotkaniu strzelał i pierwszy opuścił boisko, na które wyszedł – jak się okazało – z wysoką temperaturą. Gorączka okazała się na tyle dokuczliwa, że piłkarz Górnika był zmuszony przed upływem pół godziny gry poprosić o zmianę.

Wtedy już jednak „niebiescy” prowadzili 1:0. Po szybkiej akcji Rafała Kwiecińskiego (powracający ból głowy po niedawnej kontuzji uniemożliwił mu grę w II połowie), kapitalnym uderzeniem w „okienko” bramki Górnika popisał się Piotr Włodarczyk. Za chwile ponownie ten zawodnik groźnie strzelał z dystansu lecz Bledzewski był na miejscu. Kibice zgromadzeni na stadionie Ruchu oglądali jeszcze dwa gole i oba nie mniej efektowne, jak pierwsza bramka. Przed przerwą wyczyn Włodarczyka (samo „okno”) skopiował Piotr Gierczak doprowadzając do remisu. Sześć minut po zmianie stron znów prowadzenie objęli chorzowianie, po efektownej akcji Macieja Mizi i Krzysztofa Bizackiego. Pierwszy rozpoczął dynamiczną akcję i zakończył ją celnym strzałem , drugi pomógł mu w tym idealną „klepką”, po której Mizia stanął oko w oko z bramkarzem Górnika. Wpisując się na listę strzelców, Mizia został dopiero piątym piłkarzem Ruchu (licząc Mariusza Śrutwę), który zdobył gola w minionym sezonie ligowym.

Ruch mógł jednak i w tym spotkaniu zdobyć więcej bramek. Bliscy szczęścia byli: Mamia Jikia (tuż obok słupka), Jarosław Potok (efektowny wolej nad poprzeczką) oraz Marcin Baszczyński, który rozgrywał jubileuszowy, setny mecz w barwach Ruchu. Groźnie strzelali także jeszcze zdobywcy bramek: Włodarczyk i Mizia. Ten pierwszy był kilka razy o krok od strzelenia następnego gola. Najpierw po jego strzale z linii bramkowej wybił piłkę Michał Probierz, potem – w II połowie – po ładnej akcji Bizackiego uderzył tuż obok z ostrego kąta, mając przed sobą tylko bramkarza Górnika. Nieco precyzji zabrakło też młodemu napastnikowi Ruchu w 88 min, gdy wykorzystując akcję Molka i Jikii minimalnie przerzucił piłkę nad poprzeczką.

Zabrzanie atakowali tak groźnie znacznie rzadziej, ale też byli bliscy zdobycia kolejnego gola. Przed przerwą po groźnym zagraniu Adama Kompały, Piotra Rockiego uprzedził bramkarz Ruchu. Tuż przed gwizdkiem na przerwę Rocki wyciągnął z bramki Lecha, ale jego centrę do partnerów przejął Mariusz Masternak wyjaśniając sytuację. Potem tuż obok słupka z woleja strzelał rezerwowy Marcin Cebula, a groźne uderzenie Mieczysława Agafona, po efektownej, indywidualnej akcji, pewnie obronił Piotr Lech. Kibice gospodarzy zgotowali po spotkaniu niesamowitą fetę swym piłkarzom, dziękując im nie tylko za zwycięstwo nad Górnikiem i za skuteczną walkę o utrzymanie w ekstraklasie. W związku z budową trasy średnicowej obok stadionu Ruchu i wyłączenia z użytku kilku sektorów, nie było – tak jak na innych meczach tego sezonu – kibiców gości. Nie tylko jednak dla tego 84 wielki derby Śląska wypadły na „niebiesko”.

P.M, Sport nr 104 z 31 maja 1999r.