07.06.1989 - Górnik Zabrze - Ruch Chorzów 1:2

Z WikiGórnik
Skocz do: nawigacja, szukaj
7 czerwca 1989 (środa), godzina 18:00
1. liga 1988/89, 27. kolejka
Górnik Zabrze 1:2 (1:1) Ruch Chorzów Zabrze, stadion Górnika
Sędzia: Tadeusz Diakonowicz (Warszawa)
Widzów: 22 785
Herb.gif HerbRuchChorzow.gif

Cyroń 25
0:1
1:1
1:2
Gęsior 6

K. Warzycha 56 k
Yellow card.gif Bąk
Józef Wandzik
Jacek Grembocki (66 Waldemar Kamiński)
Tomasz Wałdoch
Piotr Brzoza
Piotr Jegor (46 Krzysztof Zagórski)
Robert Warzycha
Piotr Rzepka
Ryszard Komornicki
Mirosław Szlezak
Ryszard Cyroń
Jan Urban
SKŁADY Ryszard Kołodziejczyk
Dariusz Fornalak
Waldemar Waleszczyk
Waldemar Fornalik
Jacek Chorzewski
Józef Nowak
Dariusz Gęsior
Krystian Szuster
Mieczysław Szewczyk (70 Mirosław Mosór)
Krzysztof Warzycha
Mirosław Bąk
Trener: Marcin Bochynek Trener: Jerzy Wyrobek

Dodatkowe informacje

  • Spotkanie ligowe z Ruchem nr 64.
  • Mecz oceniony na 4 gwiazdki w dzienniku Sport.
  • Noty piłkarzy Górnika według tegoż dziennika: Wandzik 5, Grembocki 4, Kamiński n., Wałdoch 6, Brzoza 3, Jegor 2, Zagórski 2, R. Warzycha 5, Rzepka 6, Komornicki 6, Szlezak 5, Cyroń 7, Urban 7.
  • Noty piłkarzy Ruchu: Kołodziejczyk 8, Fornalak 6, Waleszczyk 4, Fornalik 7, Chorzewski 6, Nowak 7, Gęsior 8, Szuster 6, Szewczyk 5, Mosór n., K. Warzycha 8, Bąk 6.
  • W 86. minucie Ryszard Cyroń nie wykorzystał rzutu karnego (Ryszard Kołodziejczyk obronił).
  • Według innego źródła widzów ok. 30 000.

Relacje

Po meczu szalikowcy Ruchu wtargnęli na murawę. Wiele czasu minęło zanim służby porządkowe zaprowadziły spokój. (Fot. Jerzy Kleszcz [w:] „Sport” nr 113 z dnia 9-11.06.1989, s. 1)

Bilet meczowy.

Wiosną w lidze notowano notoryczne przetasowania na szczycie, z reguły jednak z udziałem śląskiej dwójki. Prowadził Ruch – radowano się w Chorzowie, przewodzi stawce Górnik – świętowano w mieście czternastokrotnego mistrza. W derbowe szranki obaj rywale przystępowali z równym kapitałem, Górnik strzelił jedynie trzy bramki więcej, co zapewniło mu pozycję lidera. Zwycięstwo przybliżało więc jedną z drużyn do tytułu. Komplet widzów został zagwarantowany już w przedsprzedaży biletów. Nie brakowało sugestii, głównie zwolenników Ruchu, by areną wielkich derbów był Stadion Śląski. Oczywiście Górnik nie mógł się zgodzić na grę w Chorzowie. Jego obiekt to przecież dodatkowy atut i sprzymierzeniec. Pozostawało tylko pytanie – kto wygra?

Jeden jedyny raz piłkarze Ruchu wygrali ligowy mecz na stadionie Górnika przed prawie sześcioma laty. Dokładnie 6 sierpnia 1983 roku chorzowianie zwyciężyli w Zabrzu 2:1, a bohaterem tego spotkania był autor obu goli – Włodzimierz Siudek. W tym meczu historia się powtórzyła – niebiescy zwyciężyli 2:1, lecz tym razem „ojców zwycięstwa” było kilku. Znakomicie ustawieni taktycznie przez trenera Jerzego Wyrobka piłkarze Ruchu stanowili zgrany kolektyw, walczący bardzo agresywnie na niemal całym boisku. Zwycięstwo gości było jak najbardziej zasłużone, ponieważ w przekroju 90 minut gry byli oni zespołem nieco lepszym, mając w swoich szeregach mniej słabych punktów od zabrzan. Nie oznaczało to wcale, że podopieczni Marcina Bochynka biernie przyglądali się poczynaniom Krzysztofa Warzychy i spółki. Wprost przeciwnie – świadomi stawki meczu rzucili na szalę wszystkie swoje umiejętności, dzięki czemu kibice byli świadkami bardzo emocjonującego widowiska.

Już w 6. minucie meczu na kibiców Górnika spłynął zimny prysznic. Defensorzy zabrskiej jedenastki próbowali zastawić pułapkę ofsajdową, ale Tomasz Wałdoch, osiemnastoletni debiutant tej rundy, nieco spóźnił się z interwencją. Wykorzystał to Warzycha i uruchomił celnym podaniem na skrzydło Dariusza Gęsiora. Młody pomocnik Ruchu przebiegł z piłką 20 metrów i gdy wszyscy spodziewali się dośrodkowania – strzelił silnie w krótki róg. Zaskoczony tym faktem Józef Wandzik interweniował niezbyt przekonująco i piłka ugrzęzła w siatce. W 21. minucie Ryszard Cyroń przy asyście Dariusza Fornalaka przewrócił się na polu karnym, lecz sędzia nie przerwał gry, mimo protestów piłkarzy Górnika. Wykorzystując chwilowe zamieszanie w szeregach gospodarzy niebiescy przeprowadzili błyskawiczny kontratak. Dwójka Warzycha – Szuster bez problemów wymanewrowała Mirosława Szlezaka, lecz Krystian Szuster będąc sam na sam z bramkarzem Górnika, przeniósł piłkę nad poprzeczką. Srodze się to zemściło 180 sekund później. Koronkową akcję tercetu Grembocki – Urban – Cyroń zakończył strzałem ten ostatni. Sporną sytuację odnotowano jeszcze w 40. minucie, gdy dla odmiany chorzowianie liczyli na rzut karny. Mirosław Bąk ostro zaatakowany przez Józefa Wandzika przewrócił się w obrębie pola karnego, lecz i tym razem sędzia, Tadeusz Diakonowicz nie przerwał gry. Z wysokości trybun wydawało się, że rzut karny był ewidentny.

Po zmianie stron zabrzanie mogli objąć prowadzenie i to trzykrotnie. Najpierw Cyroń ograł Fornalika i w sytuacji sam na sam z Kołodziejczykiem strzelił prosto w bramkarza Ruchu. Potem przepiękny strzał Urbana z 30 metrów bramkarz chorzowian sparował na rzut rożny, a po jego wykonaniu strzał Ryszarda Komornickiego zza pola karnego trafił w poprzeczkę. Riposta gości była natychmiastowa i skuteczna. Mieczysław Szewczyk został nieprawidłowo powstrzymywany w polu karnym przez Mirosława Szlezaka i tym razem arbiter nie miał wątpliwości – rzut karny! Krzysztof Warzycha zamienił go na drugiego gola, choć Józef Wandzik był bliski obrony tego strzału. Cztery minuty przed końcem szczęście uśmiechnęło się do piłkarzy Górnika. Szarżę Ryszarda Cyronia powstrzymał w polu karnym Waldemar Fornalik i sędzia powtórnie wskazał na „wapno”. Poszkodowany nie potrafił przechytrzyć bramkarza Ruchu, który sparował piłkę na rzut rożny.

Goście wywieźli z Zabrza bezcenne dwa punkty, które pozwoliły im utrzymać pozycję lidera tabeli. Nikt się nie spodziewał, że kolekcjonujący mistrzowskie tytuły Górnik może przegrać. Telewizja nie przeprowadziła nawet transmisji z tego spotkania. - W możliwość zdobycia mistrzowskiego tytułu uwierzyłem po zwycięstwie nad Górnikiem w Zabrzu. Najbardziej obawiałem się tej właśnie konfrontacji – przyznał trener Wyrobek. – „Gucio” Warzycha był wtedy w życiowej formie, chyba nigdy nie grał lepiej niż w meczu z Górnikiem. To dzięki niemu zdobyliśmy mistrzostwo – dodawał jego asystent, Henryk Wieczorek. Ich podopieczni wygrali w trzech kolejnych spotkaniach i sięgnęli po 14. w historii tytuł mistrzowski. Kibice tak świętowali tytuł, że burdy na stadionie w ostatnim meczu sezonu z Górnikiem Wałbrzych (4:1 (3:0)) kosztowały klub trzy mecze na obcym boisku, które Ruch rozgrywał w następnym sezonie aż we Wrocławiu.

Górnik po derbowym meczu spadł na miejsce trzecie i na takim też zakończył sezon. Kibice byli zawiedzeni. Trzeba jednak pamiętać, że w przerwie zimowej odszedł Krzysztof Baran, który był piłkarzem od „czarnej roboty”, co niewątpliwie było ogromną stratą.

Sport

Na całość

Zabrze. Jeden, jedyny raz piłkarze Ruchu wygrali ligowy mecz na stadionie Górnika przed prawie sześcioma laty. Dokładnie 8 sierpnia 1982 roku chorzowianie zwyciężyli w Zabrzu 2-1, a bohaterem tego spotkania był autor obu goli – Włodzimierz Siudek. We wczorajszym meczu historia się powtórzyła – „niebiescy” zwyciężyli 2-1, lecz tym razem „ojców zwycięstwa” było kilku. Znakomicie ustawieni taktycznie przez trenera Jerzego Wyrobka piłkarze Ruchu stanowili zgrany kolektyw, walczący bardzo agresywnie na niemal całym boisku.

Dodajmy od razu, te zwycięstwo gości było jak najbardziej zasłużone, ponieważ w przekroju 90 minut gry byli oni zespołem nieco lepszym, mając w swoich szeregach mniej słabych punktów od zabrzan. Nie oznacza to wcale, że podopieczni Marcina Bochynka biernie przyglądali się poczynaniom Krzysztofa Warzychy i spółki. Wprost przeciwnie – świadomi stawki meczu rzucili na szale wszystkie swoje umiejętności, dzięki czemu byliśmy świadkami bardzo emocjonującego widowiska.

Już w 6 minucie meczu na kibiców Górnika spłynął zimny prysznic. Defensorzy zabrskiej jedenastki próbowali zastawić pułapkę ofsajdową, ale Tomasz Wałdoch nieco spóźnił się z interwencja. Wykorzystał to Krzysztof Warzycha i uruchomił celnym podaniem na skrzydło Dariusza Gęsiora. Młody pomocnik Ruchu przebiegł z piłką 20 metrów i gdy wszyscy spodziewali się dośrodkowania – strzelił silnie w krótki róg. Zaskoczony tym faktem Józef Wandzik interweniował niezbyt przekonująco i piłka ugrzęzła w siatce.

W 21 minucie Ryszard Cyroń, przy asyście Dariusza Fornalaka przewrócił się na polu karnym, lecz sędzia nie przerwał gry, mimo protestów piłkarzy Górnika. Wykorzystując chwilowe zamieszanie w szeregach gospodarzy, „niebiescy” przeprowadzili błyskawiczny kontratak. Dwójka Warzycha – Szuster bez problemów wymanewrowała Mirosława Szlezaka, lecz Krystian Szuster będąc sam na sam z bramkarzem Górnika przeniósł piłkę nad poprzeczką. Srodze się to zemściło 180 sekund później. Koronkową akcję tercetu Grembocki – Urban – Cyroń zakończył celnym strzałem ten ostatni.

Sporną sytuację odnotowaliśmy jeszcze w 40 minucie, gdy dla odmiany chorzowianie liczyli na rzut karny. Mirosław Bąk ostro zaatakowany przez Józefa Wandzika przewrócił się w obrębie pola karnego, lecz i tym razem sędzia Tadeusz Diakonowicz nie przerwał gry. Z wysokości trybun wydawało się, że rzut karny był ewidentny. Ale starcie Cyronia z Fornalakiem było bardzo podobne.

Po zmianie stron zabrzanie mogli objąć prowadzenie i to trzykrotnie. Najpierw Cyroń ograł Fornalika i w sytuacji sam na sam z Kołodziejczykiem strzelił prosto w ręce bramkarza Ruchu. Potem przepiękny strzał Urbana z 20 metrów golkiper chorzowian sparował na rzut rożny, a po jego wykonaniu strzał Ryszarda Komornickiego zza pola karnego trafił w poprzeczkę. Riposta gości była natychmiastowa i skuteczna. Mieczysław Szewczyk został nieprawidłowo powstrzymywany w polu karnym przez Mirosława Szlezaka i tym razem arbiter nie miał wątpliwości – rzut karny! Krzysztof Warzycha zamienił go na drugiego gola, choć Józef Wandzik był bliski obrony tego strzału.

Cztery minuty przed końcem szczęście uśmiechnęło się do piłkarzy Górnika. Szarżę Ryszarda Cyronia powstrzymał w polu karnym Waldemar Fornalik i sędzia powtórnie wskazał na „wapno”. Poszkodowany nie potrafił przechytrzyć bramkarza Ruchu, który sparował piłkę na rzut rożny. Dzięki temu goście wywieźli z Zabrza bezcenne dwa punkty. Kto wie, czy nie na wagę mistrzowskiego tytułu…

Bogdan Nather, Sport nr 112, 8 czerwca 1989