16.09.1987 - Olympiakos Pireus - Górnik Zabrze 1:1

Z WikiGórnik
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
16 września 1987 (środa), godzina 20:30
PEMK 1987/88, 1/16 finału
Olympiakos Pireus 1:1 (1:1) Górnik Zabrze Ateny, Olympiakó Spyros Louis (Stadion Olimpijski)
Sędzia: Aron Schmidhuber (Ottobrunn, RFN)
Widzów: 43 000
HerbOlympiakosPireus.gif Herb.gif
Alexiou 19 1:0
1:1

Klemenz 27
Alexiou 32 Yellow card.gif Piotrowicz 57

Jacek Kazimierski
Petros Xanthopoulos
Petros Michos
Giorgos Kapouranis
Efstratios Apostolakis (21 Vasilis Papachristou)
Christos Pseftis
Tasos Mitropoulos
Andreas Bonovas
Alexis Alexiou
Theodoros Zelilidis (46 Giorgos Kokolakis)
Giorgos Vaitsis
SKŁADY (1-4-4-2)
Józef Wandzik
Jacek Grembocki
Józef Dankowski
Marek Piotrowicz
Marek Kostrzewa
Marek Majka (89 Andrzej Orzeszek)
Ryszard Komornicki
Joachim Klemenz
Jan Urban
Krzysztof Baran
Andrzej Iwan (73 Ryszard Cyroń)
Trener: Alketas Panagoulias Trener: Marcin Bochynek

Spis treści

Dodatkowe informacje

  • Według innego źródła widzów około 50 000.

Przed meczem

Sport

W wypowiedziach przed losowaniem piłkarze życzyli sobie zespół z południa kontynentu i tak się stało. Olympiakos to bardzo groźna drużyna, zwłaszcza na swoim boisku. Zabrzanie będą znać doskonale swoich przeciwników. Wyczerpujących informacji udzieli zapewne Kazimierz Górski, który kilka lat temu był trenerem Olympiakosu. Dodatowego smaczku konfrontacji tych zespołów dodaje fakt, że bramki przeciwników bronić będzie... Jacek Kazimierski, który już jest w Pireusie i trenuje w swym nowym klubie. Wszystkich ciekawi pojedynek Józefa Wandzika i Jacka Kazimierskiego rywalizujących o miejsce w reprezentacji. O przeciwnikach mówi prezes Górnika Zabrze, Marian Polus: - [[Chcieliśmy wylosować przeciwnika grającego z finezją, dobrego technicznie i taktycznie. Myślę, że Olympiakos jest taką drużyną. Będziemy walczyć i sądzę, że nie stoimy na straconej pozycji. Poza Jackiem Kazimierskim, który ma wystąpić w barwach tego klubu nie znam nikogo. Widziałem tę drużynę w greckiej telewizji, a także gościłem prywatnie na jej stadionie. O ocenę wyników losowania poprosiliśmy również trenera Górnika - Marcina Bochynka: - Zbyt wielkiego szczęścia w losowaniu nie mieliśmy, lecz trzeba powiedzieć, że Olympiakos nie jest tak groźnym przeciwnikiem jak Bayern czy Anderlecht. Mamy realną szansę wygrać rywalizację i awansować do następnej rundy. Kiedy zakomunikowałem zawodnikom kto będzie naszym przeciwnikiem nie zauważyłem żadnych obaw. Wszyscy raczej przychylnie odebrali tę wiadomość.

Piłkarzy Górnika Zabrze przywitał w Atenach najpierw 35-stopniowy upał, potem Kazimierz Górski, przedstawiciele Olympiakosu i spora grupa dziennikarzy, fotoreporterów i kibiców. Trener Marcin Bochynek udzielił pierwszych wywiadów i... pozował do zdjęć razem z Andrzejem Iwanem, który cieszył się tu największą popularnością. Podsłuchiwaliśmy co polski trener mówił żurnalistom z kilku tutejszych czołowych dzienników: - Przyjechaliśmy przede wszystkim po to, by na Stadionie Olimpijskim pokazać dobry, ofensywny futbol. Nie kalkulujemy w ten sposób - na wyjeździe najlepszy jest remis lub np. porażka 1-2. Po prostu chcemy osiągnąć możliwie jak najbardziej korzystny rezultat. Uważam, że przy maksymalnej koncentracji stać nas na to. Skład Górnika nie jest wprawdzie tak silny jak w poprzednim sezonie, ale na początku rozgrywek ligowych udało nam się udowodnić, że w dalszym ciągu liczymy się w walce o tytuł. Chcielibyśmy również przełamać niekorzystną - w ostatnich latach - passę w europejskich pucharach.

Oblegany przez prasę był także Kazimierz Górski, który odpowiadał na większość pytań z wrodzoną sobie dyplomacją i taktem, ale przy okazji pan Kazimierz trochę postraszył fanów Olympiakosu mówiąc, że styl gry Górnika jest zbliżony do najlepszych polskich wzorów z MŚ 74 i 82...

Z lotniska ekipa zabrzan udała się do hotelu Charis. Przypomnijmy, że do Aten trener Bochynek zabrał 17 zawodników: Wandzika, Kitla, Grembockiego, Dankowskiego, Piotrowicza, Klemenza, Kostrzewę, Szlezaka, Leśnika, Kołaczyka, Majkę, Iwana, Komornickiego, Urbana, Barana, Cyronia i Orzeszka. Nie zagra dzisiaj potwierdzony już do Górnika Robert Warzycha, który nie został w terminie zgłoszony do UEFA. Wczoraj wieczorem górnicy zapoznali się z płytą Stadionu Olimpijskiego.

I jeszcze ciekawostka. Razem z piłkarzami mistrza Polski przyjechał do Aten... kucharz, pan Andrzej Gorzak, szef kuchni hotelu Warszawa w Katowicach. Cóż, strzeżonego pan Bóg strzeże. Menu zaproponowane przez mistrza zawiera m.in. takie potrawy jak ryby, polędwicę, owoce i soki owocowe... Od pracy pana Gorzaka też w pewnym sensie będzie zależał wynik dzisiejszego spotkania. Początek o godzinie 20.30. Temperatura będzie niewiele niższa niż ta, która przywitała Polaków we wtorek. Wszystko wskazuje więc, że najpierw trzeba będzie pokonać upał... Zabrzanie wystąpią w składzie zbliżonym do tego w jakim oglądaliśmy ich w meczu ligowym z Lechią, ale mamy nadzieję że stawka tej potyczki zmobilizuje ich do znacznie lepszej gry. Wszak za dwa tygodnie rewanż i szansa awansu. W wewnętrznym totku piłkarze typują najczęściej wynik 0-0 lub 1-1. Jak będzie naprawdę – zobaczymy.

Relacja

Sport

Najpierw pokonać upał - proponowałem w pierwszej korespondencji z Aten piłkarzom Górnika. Łatwo proponować, skoro człowiek o godz. 20.30 czasu polskiego zasiadając na miejscach prasowych, dosłownie nie ma czym oddychać. 40 stopni, żar leje się z nieba, z trybun ponad 50 tysięcy sympatyków mistrza Grecji czyni wprost niesamowity rwetes. Atmosfera wielkiego meczu, atmosfera typowa dla pucharowych konfrontacji. Jej smak poznaliśmy dokładniej kiedy rozpoczął się mecz. Jakże zacięty, ostry, jakże również wyrozumowany ze strony zabrzan i ich nowego trenera, Marcina Bochynka. Otóż w wyjściowym składzie Górnika z nr 11 wyszedł Joachim Klemenz. Nie grał ostatnio w lidze, wiadomo, że nie jest napastnikiem. Już przed meczem wiedzieliśmy, jaką otrzyma rolę i rolę tę przyszło wieżowcowi wypełniać w jakże trudnych warunkach. Klemenz chodził krok w krok za Mitropoulosem. Opiekował się nim znakomicie. Raz trochę pobłądził, potem zagubił się też Wandzik i obrońca Alexiou zdobył prowadzenie dla Olympiakosu. Kuriozalny to był gol, bo piłka wyczyniała różne harce na linii, którą ostatecznie przekroczyła.

Nikt nie mógł mieć pretensji do plastra Mitropoulosa. Szybko okazało się, że ten piłkarz znajdzie się środkowego wieczoru w głównej roli. Otóż w 27 min. z daleka strzelał Iwan, Kazimierski odbił piłkę przed siebie jak to zwykł czynić w bramce Legii i reprezentacji, a Klemenz pozostawiwszy Mitropoulosa, dobił piłkę do siatki. 1-1 i już było bardzo dobrze, bo wiemy jakie walory przypisuje się wyjazdowej bramce. I taki wynik utrzymał się do przerwy, a przecież przyznali to obiektywnie obserwatorzy tego meczu, że gdyby nie Kazimierski, Górnik prowadziłby przynajmniej różnicą bramki. Nie udało się. W kapitalnym stylu sparował piłkę po uderzeniu Urbana w 36 min.

W drugiej części było znacznie więcej chaosu. Naciskali Grecy, nasza defensywa w pierwszej fazie trochę się zagubiła. Trudno się dziwić. Impet mistrza Grecji był spory, ataki falowe a nasi mogli już odczuwać skutki upału. Ostatecznie przyjęli tempo podyktowane przez zespół Alketasa Panagouliasa. Wytrzymaliśmy chwilowy ostry napór, nie rezygnując z ataków dość składnych, szybkich, co przy irytującym zwalnianiu gry i szanowaniu piłki przez naszych, było sporym zaskoczeniem dla gospodarzy i widzów. W najlepszej sytuacji po przerwie znalazł się Baran, kapitalnie obronił Kazimierski. Wcześniej kontuzji doznał Iwan, nie udało się przywrócić mu pełnej sprawności i jego miejsce zajął Cyroń. Kilka świetnych solowych akcji przeprowadził Urban, który do końca miał dużo sił.

Było sporo fauli, grano twardo, ostro bez większych jednak złośliwości. W końcówce inicjatywa wciąż należała do Greków, bo Górnika satysfakcjonował rezultat. Baliśmy się o to, by w tych najlepszych chęciach nie popełniono jakiegoś błędu, który mógłby zniweczyć wysiłek całego zespołu. Uzasadnione to były obawy bowiem Vaitsis wspaniale strzelił przewrotką i Wandzik wykazał klasę równą klasie... Kazimierskiego. Ten komplement dla eks-legionisty najlepiej świadczy, że mieliśmy wiele szans. Mordercza końcówka. Siły uciekały, a zegar jakby rozleniwiony przez temperaturę wlókł się wolniutko. Dowieźliśmy remis do mety. Nasz mistrz powtórzył remis sprzed 18 laty. Druga runda blisko, coraz bliżej.

Sport z 9.07.1987 r.

Sport z 10.07.1987 r.

Sport z 16.09.1987 r.

Sport z 17.09.1987 r.

Osobiste
Przestrzenie nazw

Warianty
Działania
Nawigacja
Dla edytorów
Narzędzia
Lubię to