03.04.1974 - Górnik Zabrze - Zagłębie Wałbrzych 2:0

Z WikiGórnik
Wersja z dnia 23:43, 19 lut 2016 autorstwa M (dyskusja | edycje) (imię sędziego)
(różn.) ← poprzednia wersja | przejdź do aktualnej wersji (różn.) | następna wersja → (różn.)
Skocz do: nawigacja, szukaj
3 kwietnia 1974
1. liga 1973/74, 20. kolejka
Górnik Zabrze 2:0 (2:0) Zagłębie Wałbrzych Zabrze, stadion Górnika
Sędzia: Jerzy Świstek (Rzeszów)
Widzów: 16 000
Herb.gif HerbZaglebieWalbrzych.gif
Gzil 15
Kurzeja 16w
1:0
2:0
(1-4-3-3)
Andrzej Fischer
Zygmunt Anczok
Henryk Wieczorek
Jan Wraży (64 Zygmunt Bindek)
Joachim Gorzawski
Alojzy Deja
Lucjan Kwaśny
Józef Kurzeja
Jan Banaś
Zygfryd Szołtysik
Stanisław Gzil
SKŁADY
Madeja
Pietraszewski
Paździor
Cieszowiec (77 min. Grobelny)
Szłykowicz
Haberek
Skurczyński
Galas
Szula
Pawłowski
Galant
Trener: Teodor Wieczorek

Relacja

Sport

W ciągu 70 sekund...

ZABRZE. W ciągu 70 sekund rozstrzygnęły się losy pojedynku Górnika z wałbrzyskim Zagłębiem. Gzil otrzymał idealne podanie od Szołtysika i nie atakowany przez obrońców podbił dwa razy piłkę, a następnie posłał ją wolejem w sam róg bramki strzeżonej przez Madeję. Kilkadziesiąt sekund później rzut wolny egzekwował z odległości 30 m Kurzeja. Silnie bita piłka prześlizgnęła się przez lukę w murze wałbrzyskich obrońców, a Madeja przepuścił ją pod brzuchem do siatki. Tak więc Górnik w nadzwyczaj łatwy sposób zdobył dwie bramki i zgodnie z tradycją... przestał grać. Na nic zdały się reprymendy trenera Wieczorka, zabrzanie sprawiali wrażenie całkowicie zadowolonych z wyniku, a myślami byli już zapewne w Chorzowie, gdzie w niedzielę grać będą z Ruchem.

Piłkarze Zagłębia, po utracie dwu bramek rozluźnili defensywę i ruszyli do ataku. Starali się przy tym grać przerzutami, strzelali z daleka, ale bramkowych efektów nie było mimo, że blok obronny Górnika w środę nie stanowił monolitu. Zwłaszcza boczni obrońcy Anczok i Gorzawski dali się wielokrotnie ograć szybkiemu Pawłowskiemu i sprytnemu Szuli. Ale na szczęście dla Górnika, w środku pola brylował Wieczorek i bramkarz Fischer. Raz tylko, a było to jeszcze przy stanie 0:0 (w 20 min.), Wieczorek podał zbyt lekko do Fischera, a szybki Pawłowski zdołał przechwycić piłkę, uprzedzić bramkarza Górnika i silnie strzelić. Piłka minęła jednak minimalnie słupek pustej bramki. To była zresztą jedyna idealna pozycja wałbrzyszan, aczkolwiek po przerwie w okresie optycznej przewagi, również Szula, Galant i ponownie Pawłowski mieli okazje przeegzaminowania kadrowicza Fischera. Bramkarz zabrzan nie dał się jednak ani razu zaskoczyć, imponując pewnym chwytem i spokojem.

O ile w pierwszej części meczu gra mogła się jeszcze podobać 15-tysięcznej widowni, o tyle po zmianie stron z boiska wiało nudą. Dopiero w ostatnich 10 minutach Górnik jakby się przebudził i z kontrataków zdołał kilkakrotnie poważnie zagrozić bramce wałbrzyszan. Szczególnym aplauzem widowni cieszyła się popisowa akcja zabrzańskiego tercetu, Banaś – Gzil – Szołtysik. Ten ostatni zakończył atak strzałem z woleja, ale Madeja bardzo przytomnie obronił. Tuż przed końcem spotkania wałbrzyszanie mieli jeszcze dwie niezłe okazje do zdobycia honorowej bramki, lecz Pietraszewski z 5m strzelił obok bramki, a Szula w chwilę później posłał piłkę wysoko ponad zabrzańską bramkę.

Nie grał rekonwalescent Gorgoń, a na dodatek w 64 minucie kontuzji doznał Wraży, którego miejsce zajął słabo spisujący się Bindek.

W zespole wałbrzyskim, grającym bardzo ambitnie, ale chaotycznie, wyróżnić należy niezwykle ofiarnego jak zwykle Cieszowca i szybkiego Pawłowskiego. Przy utracie obydwu bramek nie bez winy byli wałbrzyscy obrońcy, ale przede wszystkim na swoje konto powinien zapisać je bramkarz Madeja.

JAN FISZER, Sport nr 67 (4161) z dnia 4 kwietnia 1974