28.09.1974 - Gwardia Warszawa - Górnik Zabrze 2:1

Z WikiGórnik
Wersja z dnia 11:51, 15 gru 2013 autorstwa Statystyk (dyskusja | edycje) (herb)
(różn.) ← poprzednia wersja | przejdź do aktualnej wersji (różn.) | następna wersja → (różn.)
Skocz do: nawigacja, szukaj
28 września 1974
1. liga 1974/75, 7. kolejka
Gwardia Warszawa 2:1 (1:1) Górnik Zabrze Warszawa
Sędzia: Zbigniew Strociak (Opole)
Widzów: 10 000
HerbGwardiaWarszawa.gif Herb.gif

Małkiewicz 43
Wiśniewski 60 g
0:1
1:1
2:1
Szarmach 23
Andrzej Sikorski
Jan Sroka
Ryszard Kielak
Stanisław Dawidczyński
Krystian Michalik
Edward Lipiński
Jerzy Kraska
Mirosław Polakow
Stanisław Terlecki (69 Dariusz Śledziewski)
Jan Małkiewicz
Andrzej Wiśniewski
SKŁADY Andrzej Fischer
Joachim Gorzawski
Jerzy Gorgoń
Henryk Wieczorek
Zygmunt Bindek
Lucjan Kwaśny (46 Jarosław Studzizba)
Alojzy Deja (72 Zdzisław Rozborski)
Józef Kurzeja
Stanisław Gzil
Andrzej Szarmach
Ireneusz Lazurowicz
Trener: Bogusław Hajdas Trener: Teodor Wieczorek

Dodatkowe informacje

  • Według innego źródła widzów 9 000.

Relacja

Sport

Natarcie gwardzistów w dawnym stylu

Godnie uczcili jubileusz 30-lecia MO i SB – stołeczni gwardziści, którzy po niezłej grze zwyciężyli o ligowe punkty zawsze groźnych górników z Zabrza. Zanim jednak do tego doszło, kibice drużyny z Racławickiej przeżyli wiele chwil niepokoju. Nie wszyscy zajęli jeszcze dobrze miejsca na widowni, kiedy „oko w oko” z Sikorskim znalazł się Lazurowicz. Skrzydłowy Górnika nie potrafił jednak wykorzystać świetnego podania Szarmacha, strzelając w aut. Ten sam zawodnik w 7 min. znów znalazł się w dogodnej pozycji. Tym razem strzelił wprawdzie celnie, ale jego zakusy zastopował Sikorski parując piłkę na róg. Gospodarze po raz pierwszy kontratakowali w 9 minucie, ale najpierw „główka” Wiśniewskiego trafiła w spojenie słupka z poprzeczką, a w kilkanaście sekund później strzał Kraski z 20 m pewnie obronił Fischer.

Po tych krótkich spięciach na przedpolu zabrzan, gdy wszyscy spodziewali się dalszych groźnych akcji gwardzistów, górnicy jeszcze bardziej wzmocnili natarcie. Wkrótce też Górnik prowadził 1:0. Andrzej Szarmach przypomniał sobie finały mistrzostw świata i silnym strzałem pod poprzeczkę zamienił w gola idealne podanie Wieczorka. Inna sprawa, że nie popisali się w tym momencie obaj stoperzy Gwardii, którzy pozostawili Szarmacha całkowicie bez opieki.

Zdobycie bramki przez zabrzan wpłynęło na nich dziwnie usypiająco. Trudno przypuszczać, aby już w tym momencie uwierzyli w końcowy sukces. Niemniej jednak w ich dobrze pracującym mechanizmie coś uległo nagłej awarii. Jeszcze w 38 min. Kwaśny próbował niepokoić z dystansu Sikorskiego i rozpoczęło się „panowanie” Gwardii. Sygnał do walki o wyrównanie bilansu dał Wiśniewski, który kapitalnym strzałem z woleja zmusił Fischera do wykazania się pełnią kunsztu. W niespełna 20 sekund później bramkarz zabrzan nie był już w stanie zapobiec nieszczęściu. Po rzucie rożnym wykonanym przez Terleckiego, nie pozostało mu nic innego, jak wyjąć piłkę z siatki po celnym uderzeniu Małkiewicza z 5 metrów.

Po zmianie stron, choć tempo gry nieco spadło, niewiele zmienił się początkowo obraz wydarzeń. W 51 min. tylko milimetry dzieliły Polakowa od piłki szybującej wzdłuż linii bramkowej zabrzan. Wprawdzie w chwilę później w dogodnej sytuacji znalazł się wprowadzony w miejsce Kwaśnego – Studziźba, ale był to tylko krótki przerywnik w gwardyjskim natarciu. Falowe ataki gospodarzy, prowadzone nierzadko z udziałem 6-7 zawodników, uwieńczone zostały wreszcie pełnym sukcesem. W 60 min. Wiśniewski ostro strzelił z 11 metrów, Fischer z najwyższym trudem zdołał sparować piłkę, ale był już bezradny wobec celnej dobitki głową tego samego zawodnika. Oklaski z trybun nagrodziły piękny pojedynek bramkarza z napastnikiem, a my zadaliśmy sobie pytanie – co robili w tym czasie stoperzy Górnika?

Ostatni kwadrans upłynął pod znakiem rozpaczliwej walki zabrzan o jeden punkt, na który tak bardzo liczyli jeszcze w przerwie. W tym okresie na połowie gospodarzy oglądaliśmy nawet kilkakrotnie Jerzego Gorgonia. Wysiłki gości nie przyniosły jednak zmiany wyniku, bowiem Sikorski dwukrotnie spisał się bez zarzutu, broniąc najpierw „główkę” Studziźby (76 min.), a później silny i celny strzał Gorgonia (87 min.) z dalszej odległości.

Oceniając spotkanie Gwardia – Górnik, w świetle zbliżających się pojedynków w europejskich pucharach, mimo iż oba zespoły zademonstrowały zwyżkę formy, trudno jednak być wielkim optymistą. Tak jedna jak i druga drużyna ma jeszcze dość sporo luk, a daje się to zauważyć szczególnie w liniach obrony.

Janusz Gucwa, Sport nr 196 z 30 września 1974r.