29.05.1968 - Lech Poznań - Górnik Zabrze 0:2

Z WikiGórnik
Skocz do: nawigacja, szukaj
29 maja 1968
Puchar Polski 1967/68, 1/2 finału
Lech Poznań 0:2 (0:1) Górnik Zabrze Poznań
Sędzia: Hołub (Warszawa)
Widzów: 20 000
HerbLechPoznan.gif Herb.gif
0:1
0:2
Szołtysik 30
Lubański 49
Wittig
Mroczoszek
Polowczyk
Kaczmarek (Stępczak)
Karbowiak
Napierała
Wróbel
Domino
Jakubowski
Kuczko
Wojtkowiak
SKŁADY Hubert Kostka
Rainer Kuchta
Stefan Florenski
Stanisław Oślizło
Henryk Latocha
Alfred Olek
Erwin Wilczek
Alojzy Deja
Zygfryd Szołtysik
Włodzimierz Lubański
Jerzy Musiałek
Trener: Géza Kalocsay

Dodatkowe informacje

Według innego źródła drugą bramkę zdobył Mroczoszek, była to bramka samobójcza.

Relacja

W półfinałowym meczu o Puchar Polski Górnik z całą bezwzględnością obnażył wszystkie braki i słabości poznańskiego Lecha. Mecz trwał praktycznie 48 minut, to jest do zdobycia przez górników drugiej bramki. Później już zwycięzcy zupełnie się nie wysilali, grając na zwolnionych obrotach. Mimo znacznej różnicy klasy Lech rozpoczął grę bardzo obiecująco. Przez kilka minut trwał duży napór na bramkę Kostki. Z upływem czasu defensywa Górnika opanowała jednak sytuację, a Oślizło okazał się zaporą nie do przebicia, zresztą przez większość spotkania tylko on trwał na połowie Górnika. Para Lubański i Szołtysik miała swój kolejny dobry dzień. Zwłaszcza Lubański popisywał się efektownymi rajdami, które kończyły się przeważnie celnymi strzałami. Kolejarze przeciwstawili gościom jedynie ambicje i ofiarność, choć i tej nie starczyło na cały mecz. System krótkich podań, brak oswobadzających przerzutów - wszytko to nie mogło przynosić efektów. Pierwsza bramka dla Górnika padła dość przypadkowo. Lubański po długim rajdzie oddał piłkę Szołtysikowi, który skierował ją w stronę bramki. Możliwe, że piłka przeszłaby obok słupka, ale napotkała na swojej drodze nogi Mroczoszka, zmieniła lot i wpadła do siatki, obok zdumionego Wittiga. Drugi gol był jednak wysokiej marki. Lubański z dziecinną łatwością ograł kilku obrońców i z odległości kilkunastu metrów strzelił nie do obrony. Później pojawiły się tylko jednorazowe popisy poszczególnych graczy, widać było jednak, że zwycięzcom nie zależy już na powiększeniu dorobku bramkowego.

Sport

Górnik – Ruch w finale PP.

POZNAŃ (tel. wł.). W półfinałowym meczu o Puchar Polski Górnik z całą bezwzględnością obnażył wszystkie braki i słabości poznańskiego Lecha. Mecz trwał praktycznie 48 minut, to jest do momentu zdobycia przez górników drugiej bramki. Później już zwycięzcy zupełnie się nie wysilali, grając na zwolnionych obrotach.

Mimo znacznej różnicy klasy, w pierwszej połowie spotkania gospodarze stanowili przeciwnika, z którym Górnik musiał się liczyć. Lech bowiem rozpoczął grę obiecująco. Przez kilka minut trwał duży napór na bramkę Kostki. Z upływem jednak czasu defensywa zabrzan całkowicie opanowała sytuację, a Oślizło okazał się zaporą nie do przebycia. Zresztą przez większość spotkania tylko on trwał na połowie Górnika, pozostali zawodnicy przebywali pod bramką Lecha. Świetnie zagrała druga linia gości, zatrudniając bez przerwy napastników. W ataku największe brawa zbierali Lubański i Szołtysik. Para ta miała w środę swój dobry dzień. Zwłaszcza Lubański popisywał się efektownymi rajdami, które kończyły się przeważnie celnymi strzałami. Kolejarze przeciwstawili gościom jedynie ambicję i ofiarność, choć i tej nie starczyło na cały mecz. System krótkich podań, brak oswobadzających przerzutów – wszystko to nie mogło przynieść efektów. Trudno w zespole gospodarzy kogoś wyróżnić. Jedynie Wittig w bramce stanął na wysokości zadania i bronił w dobrym stylu, ratując swoją drużynę przed utratą dalszych bramek.

Pierwsza bramka dla Górnika padła dość przypadkowo. Lubański po długim rajdzie, oddał piłkę Szołtysikowi, który skierował ją w stronę bramki. Być może strzał przeszedłby obok słupka, ale piłka trafiła w nogi Mroczoszka, zmieniła lot i wpadła do siatki, obok zdumionego Wittiga. Drugi gol jednak był wysokiej marki. Lubański z dziecinną łatwością ograł kilku obrońców i z odległości kilkunastu metrów strzelił nie do obrony.

Po stracie drugiej bramki poznanianie zupełnie stracili wiarę w możliwość sukcesu. Górnicy bez reszty opanowali boisko, choć grali wyraźnie na pół gazu. Były to już tylko indywidualne popisy poszczególnych graczy, zresztą w świetnym wydaniu. Widać było jednak, że zwycięzcom nie zależy już na powiększeniu dorobku bramkowego. Ale jeden z desperackich ataków Lecha w ostatnich minutach gry omal nie przyniósł bramki, po kapitalnym strzale Jakubowskiego. Kostka z największym trudem wybił piłkę w róg.

W zespole Górnika najlepiej zagrali Lubański, Szołtysik, Deja i Oślizło. Arbiter spotkanie wywiązał się ze swego zadania bezbłędnie.

(f), Sport nr 66 z 31 maja 1968.